Rzeź

To film, który powstał na podstawie wcześniejszej sztuki teatralnej. Popis gry aktorskiej i doskonała obsada. Film nie nadrabia tym, że jest filmem, a nie sztuką. To naprawdę taki teatr telewizji. Wszystko zaczyna się od bójki. Jeden chłopak drugiemu przywalił kijem w zęby. Ten stracił ich dwa. Rodzice, bardzo kulturalni i ułożeni spotykają się aby omówić na spokojnie zaistniałą sytuację. Z początku wymianiają się grzecznościami. Po kilku minutach byłoby po sprawie i po filmie, ale sprytne zabiegi scenariusza powodują, że ci ciągle zawracają z pod windy i dialog kręci się dalej. Atmosfera zagęszcza się za sprawą półsłówek, od niechcenia rzuconych uwag i za sprawą nieustająco dzwoniącego telefonu. Sprawy dopełnia szarlotka, która powoduje piękną fontannę wymiocin na cenne albumy własności pani domu. A hamulce puszczają zupełnie po wypiciu kilkunastoletniej szkockiej czy whisky czy jak kto woli whiskey. Rzecz, a raczej rzeź dzieje się bowiem w Nowym Yorku. Kulturalne spotkanie przeradza się w prawdziwą rzeź wzajemnych oskarżeń, uszczypliwych uwag i obelg. Ale po co ze sztuki robić film, tego nie wiem.

Komentarze

makroman pisze…
Film faktycznie świetnie zrobiony i .... faktycznie jest to "żywcem" przeniesiona sztuka teatralna.
Spodziewałem się więcej - oryginał jest w 100% czytelny dla nowojorskiej elity, bo to tam występują pewne typy charakterologiczne, nadające tej opowieści kolorytu.

Np w polskich realiach mogło by to być spotkanie z jednej strony małżeństwa biznesmena i lekarki praktykującej w przychodni osiedlowej a z drugiej wykładowcy akademickiego i pisarki.

Polański widać chciał opowiedzieć historię uniwersalną i ... jak chcesz wszystkim dosłodzić to nie dosłodzisz nikomu.