Makaronowo kolorowo

Brak mi chyba stanowczości, ale jak się ma taki hamulec jak Basia. Która nigdy nie zachęca, a ciągle zniechęca, to tak jest. Zastanawiałem się czy dziś z rana nie pojechać do Wisły i przejść się po górkach. Wczoraj wieczorem jak zajrzałem na prognozę, było bardzo zniechęcająco. Dziś rano już mniej. Teraz jednak jak zaglądam na kamerkę na Czantorii. Nie jest może pięknie słonecznie, ale nie leje. Widać spacerujących ludzi. W sierpniu jednak mam urlop i planuje. Mam nadzieję, że będę miał więcej samozaparcia i zrealizuję te plany. Właśnie to będzie miejsce w którym część mojego urlopu zrealizuje. Wiem w czym problem. Brak mi osoby, znajomych, którzy też chcieliby tak spędzać wolny czas i ciągleliby na takie wyjazdy. Łatwiej się umówić i pojechać razem. Grupa podejmuje większe ryzyko narażenia się na niepogodę. Zresztą w kilka osób nie przeszkadza brak idealnej pogody. Ale nic to, dość tych dywagacji. Z rana oglądnęliśmy "Rzeź" Może opiszę dziś, bo film bardzo mi się podobał. A póki co niedzielny obiad, też makaronowy. To już ostatnie szparagi.




A przepis tu

Komentarze

eldka pisze…
Nadrobiłam zaległości w czytaniu, pojadłam, poczytałam, pozwiedzałam...tego mi trzeba było.
Nomad pisze…
Niezmiernie mi miło, czym chata bogata... A ty znowu zahasłowałaś. I znowu myślałem, że nic się nie dzieje. Choć częściowo tak było. Współczuje doświadczeń pogodowych. Jak ja się cieszę, że mieszkam na górce a zarazem w rowie... Krzeszowickim.
makroman pisze…
Tech kocham makarony - mogę zjeść każą ilość makaronu, jak samo jak pizzy i ... placków ziemniaczanych ;-)

A potem i tak spalę wszystko podczas wędrówek, na rowerze czy ryjąc w ogródku.

Ekipa na wypady to świetna rzecz, z drugiej strony ile razy diabli mnie brali, gdy uzgodniony wypad nie dochodził do skutku, bo komuś tam coś wypadło...
Ada pisze…
Tak, ekipa czasem motywuje... ale czasem trudno znaleźć kompromis, jest jakaś taka dezorganizacja. Ale mówi Ci to osoba skrajnie introwertyczna, która najbardziej lubi samotne wędrówki :)

Mieszkasz - tak mi się zdaje, muszę doczytać - w okolicach, które bardzo miło wspominam: to była piesza wycieczka z Krzeszowic (najpierw jeszcze park) do Tenczynka (Tenczynek-Rzeczki, tam chciałam zobaczyć willę Eliza czyli dom profesora Pareńskiego, gdzie bywał Wyspiański) potem kościół w Tenczynku i zamek w Rudnie aż wreszcie, pobłądziwszy trochę - Wola Filipowska (?) i tam pociągiem z powrotem do Krakowa. Wspaniały spacer!

Pozdrawiam!
PS miło mi znaleźć tutaj mój blog na wśród obserwowanych, dziękuję!
Nomad pisze…
Miło mi, tak, to te okolice. Mieszkam nieopodal wejścia do Doliny Będkowskiej. A po Puszczy Dulowskiej, to ten las za Rudnem w stronę Trzebini, często jeżdżę rowerowo.