Ciota w Lubiewie

Lubiewo to miejscowość między Świnoujściem, a Międzyzdrojami. Jest tam plaża dla gejów. Ale książka to swoisty przegląd i dziennik dziejów najbardziej znanych ciot PRL-u i współczesnych. Przez pierwsze 100 stron przebrnąłem z obrzydzeniem, niemalże, czytając, czułem zapach szczyn przy nadmorskiej plaży. Obleśne historie pełne wulgarności, lubieżności i prostactwa. Ciota to mężczyzna przeginający się w kobietę i pragnący chorobliwie, niemalże jednego. “Obciągnąć Lujowi” Nie można się czasami połapać o kim ta opowieść. Trudno pojąć, że to mężczyzna, a nie prostytutka. Ze stron wyziera obleśność i wulgarność, ale czasami żal tego losu, tych ludzi. Nie tego czego pragną, tylko po prostu ubogiego, trudnego i pełnego porażek życia. Zasmuciła mnie opowieść młodej cioty, która, tak - mówią o sobie w rodzaju żeńskim. Uciekła z kraju do kapitalistycznego raju. Ci ludzie nie są bardziej szkodliwi od namolnego pijaczka, ale tak jak i on poniewierani. Częściowo odczuwają radość z poniżenia. Ciekawe w tych opowieściach jest to, że oni nie pragną drugiej cioty. Tak jak kobieta nie pragnie drugiej kobiety. Pragną heteryka, najlepiej takiego prostego, męskiego, ordynarnego. Okazuje się, jeśli wierzyć opowieściom, że znajdują takich. Oświeciło mnie pewne spostrzeżenie w tym temacie, no bo czemu zwykły heteryk z drugim facetem? “Te cechy, wygnane drzwiami feminizmu, powracają oknem ciotowskim” Chodzi o to, że w dzisiejszych czasach cioty są bardziej kobiece od samych kobiet, a kobiecości nawet tej udawanej pragną mężczyźni.

Komentarze