Trudno mi było podjąć taką decyzję. Ale kiedyś trzeba było. Pojechałem dziś do Nowego Sącza. Jejku jak lało całą drogę. Zajęło mi to trzy godziny. Źle pojechałem i trafiłem na korki w kilku miejscowościach. Deszcz też robił swoje. Zdążyłem jednak. Do Sącza, bo tam dostałem największy rabat. Będzie brązowy. Co? No samochód. Wreszcie się zdecydowałem. Zamówiłem i nawet zaliczkę wpłaciłem. Trzeba czekać na taki model “M” cztery do sześciu miesięcy. Jejku jakie to wielkie jest. Do tej pory też nie miałem małego samochodu. Ale ten ma wielkie koła, szerokie! Wielką maskę, wielki tył. W ogóle wszystko wielkie ma. Tylko jakaś taka ta kierownica mała jest. Jak ruszyłem do domu, to przez pierwsze dziesięć kilometrów miałem się ochotę wrócić i jeszcze odwołać wszystko. Ale jak sobie tak pomyślę, to na ten wydaje więcej rocznie, niż będę wydawał na nowy (ubezpieczenie, przeglądy) przynajmniej przez czas gwarancji. No i mam nadzieję, że po gwarancji nie zepsuje się od razu na amen. No nic, podjąłem decyzję, zaklepałem i trzeba tą żabę jakoś zjeść.
Komentarze
Po drugie gratuluję męskiej decyzji :)
Po trzecie rozumiem, że modelem pochwalisz się, jak już w garażu będzie :)
Szerokiej drogi :)))