Pytanie na jak długo. Po rocznej przerwie zaleconej przez lekarza dziś ponownie poszedłem oddać krew. I oddałem. Co prawda nadal moje wyniki jeśli chodzi o eozynofile są na granicy. Lekarka stwierdziła, że tak naprawdę, to nic mi nie jest. Jestem w pełni zdrów. Normy przy oddawaniu krwi są po prostu tak wysokie. Wygląda na to, że po prostu będę dopuszczany mimo moich przekroczonych norm na eozynofile. Zobaczymy za kolejne dwa miesiące. Szczęśliwy i obładowany czekoladami wróciłem do domu. Mimo zaklajstrowanych obu rąk i deficytu tlenowego zabrałem się za altankę. Odpuściłem ostatnio z uwagi na różne okoliczności pogodowe na dwa tygodnie roboty ziemne. Dziś pracowałem intensywnie do 21:15 aż skończyłem obrzeże. Teraz wybrać resztę ziemi z zabezpieczającego wału. Deszcz już nie straszny jeśli jest obrzeże kompletne. Potem kamień i niech sobie leży do następnego roku i się ubija i stabilizuje. Tym bardziej, że muszę wstrzymać wszelkie inwestycje skoro Basia nie pracuje i skoro zdecydowaliśmy się na nowy samochód. Choć to jeszcze nie jest przesądzone. A z przykrzejszych rzeczy. Oddałem rower do serwisu. Po ostatniej jeździe wyczułem, że coś nie tak z hamulcem. Myślałem, że klocki, ale okazało się, że się zapowietrzył. Na domiar złego tarcza jest do wymiany. Tak została już starta, że grozi pęknięciem. Ale to pikuś jak to mówią. Najgorsze, że amortyzatory są na wykończeniu. Mogą pęknąć przy jakichś szaleństwach górskich. Na to na razie się nie zdecyduje, zaryzykuje wręcz. Aż tak po tych górach to ja nie szaleje. Amortyzator, to cena minimum 600-700 zł. Z uwagi na wstrzymane inwestycje. Nie będę zmieniał. Choć serwisant straszy. Musi wytrzymać, a jak nie, to mam nadzieję, że szczęście mi dopisze i spadnę na cztery łapy przelatując przez kierownicę gdy widelec z amortyzatorem się złamie.
Komentarze