Polak potrafi

Jakieś dwa miesiące temu kupiliśmy sobie w pracy ekspres do kawy na kapsułki. Z Tchibo. Można kupić kapsułki w kilku smakach. Coś koło pięciu. Zresztą trudno to określić jako smaki. Wszystko tej samej firmy. Po dwóch miesiącach wszystko się może znudzić. Zaczęliśmy kombinować i rozłożyliśmy taką kapsułkę. Nic skomplikowanego. Wystarczy zdjąć folię z góry i już. Od góry jest plastikowe sitko potem kawa i od dołu mniejsze sitko. Wszystko wystarczy wysypać i wypłukać. Potem napełniamy tak samo zwykłą, inną, dowolną mieloną kawą i już. Nie powinna być jakoś bardzo drobno zmielona. Co prawda sitka maja mikroskopijne dziurki, ale chyba lepiej troszkę grubiej zmielić. Dla próby kupiłem za 7 zł 10 dkg Jakobsa zielonego. No i wreszcie kapsułka kosztuje złotówkę, a z takich 10 dkg na pewno będzie ze dwadzieścia kapsułek. Oczywiście nie chodzi tu o cenę. Stać programistę na dwadzieścia kapsułek miesięcznie. Jest trochę z tym zabawy, ale jaka różnorodność smaków. A w domu. Mimo niepogody. Bo albo to zimno, albo popaduje. Teraz np leje za oknem. Prace ogrodowo porządkowe. Dziś z rana nastał dzień w którym podstawili kontener na śmieci wielkogabarytowe. Od rana ludzi zwozili różne rupiecie. Przed garażem stały od miesiąca trzy wersalki dwa fotele i szafa trójka. Wszystko dziś wywiozłem. Niestety darmo można było oddać dwie sztuki. Za resztę musiałem zapłacić 50 zł. Trudno. Mogłem oczywiście spalić. Ale to kłopot, no i ekologia ucierpi. Właśnie, wracając jeszcze do kapsułek. Chronię ekologię. Mebli z rana się pozbyłem, zajęło to ponad godzinę i potem zabrałem się za łupanie kamienia. Zresztą co dzień po godzince to robiłem. Dziś aż do piętnastej. To praca związana z przyszłą altanką. Wykop jest już skończony. Nawet obmurowałem kawałem. A na spód wysypuję kamień. Ale miałem pełno betonu z fundamentu ogrodzenia które od tamtego roku likwidowałem. Po tym jak zabrakło Szarika. W tej chwili zostało jeszcze jakieś dwa metry ogrodzenia. Ten beton od kilku dni roztłukuje pięciokilowym młotem górniczym. Na drobne kawałki.


Prac iście “robolowa” Ręce palą od wysiłku. Plecy też. Najgorzej jest rozbić beton wokół słupka ogrodzeniowego. Często na metr w ziemi jest zakopany z ogromną bulwą betonu. Trzeba odkopywać i obtłukiwać młotem. Dziś około pięciu godzin się tym parałem. Efekt widać na zdęciu. Myślę, że jeszcze jakieś dwa dni po parę godzin. I wszystek beton z ogrodzenia roztłukę w drobny mak. Wtedy wszystko zasypę miałkim kamieniem i można murować i kostkować podłożę. A na następny rok może już zacznie stawać altanką. Choć z drugiej strony cała frajda w tym aby robić a nie zrobić. Zawsze mam dylemat co daje więcej szczęścia i satysfakcji. Takie prace w ogrodzie, czy jazda po górach na rowerze. Czy wycieczka na nartach w Tatry. Tamto wolne zużyła Basia, ale nie żałuję. Bo lubię z nią być. Teraz wybawiła mnie pogoda. Wiedziałem, że po południu będzie deszcze. Więc rower czy skitoury odpadały. Jutro też ma padać. Ale i tak jak się da wybierzemy się na rower z Basią. Choćby na godzinkę po okolicy. Natomiast wolne majowe zaplanowałem, że jadę do Zwardonia i stamtąd przez góry rowerem aż na Pilsko jak dam rady. No chyba, że znowu pogoda przekreśli plany. Powinno wreszcie zrobić się już na tyle ciepło aby śniegu chyba tam nie było.

Komentarze