Na fejsie z moim synem

Ta książka mnie mocno irytowała podczas czytania. No bo to takie polskie obśmiać wszystkich i wszystko. Zdeprecjonować osiągnięcia innych samemu mając niewielką wiedzę w temacie bądź żadną. Choć jak sam autor ciągle wspominał ustami matki swojej piszącej na facebooku z piekła. I wykształcenie takie ma i z zawodu taki jest, a i od czasu do czasu trafiało się przypomnienie, że to córki na tej samej uczelni jak wspominany znany, a że autor światowy jest, bo lata samolotami. Trudno czasami było wyczuć czy to z powodu usprawiedliwienia czy z próżności. Autor obśmiewa i komentuje bieżące i odległe wydarzenia czy idee. Na dodatek jest to taki język ironii, zalatujący pajacowatością TVN-u czy Onet-u. Oszczędza w zasadzie tylko JP2 Nie wiem czy to aby nie zrazić czytelników, czy się podlizać. Autor ustami swojej matki komentuje wszystko co mu na sercu leży. Z drugiej strony jak przestawić swoje nastawienie. Ma dużo racji w tym co mówi, tyle, że są to takie oczywiste racje. To taki swoisty komentarz do publikacji Onet-owych wręcz. Nic nowego, nic odkrywczego. Sami to wiemy, i samych nas to irytuje. Jedynie pod koniec książki spora dawka wiedzy dla takiego niewykształconego buraka ze wsi jak ja. Na temat znanych osób w kontekście miłości tak ogólnie. Z tego skorzystałem i to mi się podobało, albo tylko przestało irytować. Również książkę należy potraktować jako taką osobistą autobiografię autora. Gdyby nie to zakończenie, byłbym poirytowany tą książką. Tak, sam nie wiem czy polecać ją, czy godna uwagi? W każdym razie warto ją doczytać do końca mimo początkowej irytacji. Każda książka i każdy autor zasługuje na doczytanie do końca co ma do powiedzenia. A że styl trochę irytuje, to może po prostu kwestia nastawienia.

Komentarze