Kontynuacja tego autora co poprzednio. O ile tamta książka była taka uduchowiona i można by rzec bardzo grzeczna. Ta jest zupełnie inna. Zaczyna się jak bajka, słowami “Była sobie kiedyś prostytutka Maria” I jest to, no może nie bajka, ale opowiadanie o pewnej prostytutce brazylijskiej.
Uprawiającej swój fach w Szwajcarii. Wcale nie jest to książka o seksie, choć dużo tego w niej jest. Rozwalił mnie na początku fragment o wykorzystaniu kranu bidetu do masturbacji. Ba jest tu nawet sado-maso ale nie takie jak sobie wyobrażamy. Powiedziałem, że to nie książka o seksie. Będę się przy tym upierał. To książka o miłości. O miłości odrzuconej, o miłości niespełnionej. O miłości nierealnej. Tytuł 11 minut, to czas jaki trwa seks. I wg bohaterki po co tyle zachodu o jedynie 11 minut. Tysiąc franków za 11 minut. Bohaterką jest tu kobieta, ale z książki wyziera mężczyzna. Mężczyzna ze wszystkimi swoimi kompleksami. Wielokrotne końcowe orgazmy bohaterki, to zapewne fantazje autora. Mam wrażenie masturbującego się podczas pisania. A tytułowe 11 minut zostało zapożyczone i wydłużone z siedmiu pewnego znanego autora. Autor chciał być bardziej samczy i podświadomie prawie podwoił ten czas. Powszechnie wiadomo kobietom przecież, że większości facetom owe 11 minut starcza łącznie z wzięciem prysznica. Niektórym nawet przed i po. Tak sobie wyśmiewam autora i nas samców, bo ja przecież też samiec. Muszę być lepszy. Myślę, że nie ma i nie będzie lepszego i większego autora, który na papier przeniósł uczucia rządzące kobietą, niż autor Anny Kareniny. Choć skąd mam mieć pewność ja facet?
Uprawiającej swój fach w Szwajcarii. Wcale nie jest to książka o seksie, choć dużo tego w niej jest. Rozwalił mnie na początku fragment o wykorzystaniu kranu bidetu do masturbacji. Ba jest tu nawet sado-maso ale nie takie jak sobie wyobrażamy. Powiedziałem, że to nie książka o seksie. Będę się przy tym upierał. To książka o miłości. O miłości odrzuconej, o miłości niespełnionej. O miłości nierealnej. Tytuł 11 minut, to czas jaki trwa seks. I wg bohaterki po co tyle zachodu o jedynie 11 minut. Tysiąc franków za 11 minut. Bohaterką jest tu kobieta, ale z książki wyziera mężczyzna. Mężczyzna ze wszystkimi swoimi kompleksami. Wielokrotne końcowe orgazmy bohaterki, to zapewne fantazje autora. Mam wrażenie masturbującego się podczas pisania. A tytułowe 11 minut zostało zapożyczone i wydłużone z siedmiu pewnego znanego autora. Autor chciał być bardziej samczy i podświadomie prawie podwoił ten czas. Powszechnie wiadomo kobietom przecież, że większości facetom owe 11 minut starcza łącznie z wzięciem prysznica. Niektórym nawet przed i po. Tak sobie wyśmiewam autora i nas samców, bo ja przecież też samiec. Muszę być lepszy. Myślę, że nie ma i nie będzie lepszego i większego autora, który na papier przeniósł uczucia rządzące kobietą, niż autor Anny Kareniny. Choć skąd mam mieć pewność ja facet?
Komentarze