Dolina Pięciu Stawów

Ja jestem jednak bardzo uległy. Wszystko wskazuje na to, że jak zawsze Basia skonsumuje mój urlop. Miałem jechać na skitoury w Tatry. Ale poszedłem z Basią na szczęście też w Tatry. Wybraliśmy się do Doliny Pięciu Stawów. Było pięknie słonecznie. Opaliliśmy się na Indianina. Chciałem dojść koło Siklawy do doliny. Okazało się jednak, że po tej stronie jest bardzo oblodzone i dmie wicher. Basia bardzo się bała. Trawersowaliśmy stromy zlodzony stok. Do tego ten wiatr. Oczywiści mieliśmy raki. Szlak był zupełnie zawiany. Nasze ślady zawiewało dosłownie po dziesięciu minutach. Zostawiłem Basię przed pagórkiem. Sam się wdrapałem na miejsce skąd widać wodospad. Trochę się zdezorientowałem. Wodospadu ani śladu. Wyjąłem GPS, włączyłem. Patrzę, jestem dokładnie na szlaku. A wodospadu brak. No i szlaku też. W miejscu gdzie pamiętałem, wielkie nawiane kopy śniegu. Basia się strasznie boi dalej iść. Ja widzę, że to trochę niebezpieczne i uświadomiłem sobie, że w zimie chyba ten szlak jest zamknięty. Zawróciliśmy do czarnego szlaku. Minąłem go, bo zdawałem sobie sprawę, że jest bardzo stromy i Basia będzie się bała. No i nie myliłem się. Ale jakoś zdołałem ją namówić jednak, aby się wdrapała. Udało się i doszliśmy do doliny. W schronisku i w dolinie byliśmy jedynymi turystami. Rewelacja. Tylko my i biel dookoła.



Dziś odpoczynek, a w zasadzie cały dzień kopania pod altankę. Jutro ma padać, ale obiecałem Basi wyjście na miasto i kino. Z wyjazdu do Zwardonia i wędrówce na nartach raczej trzeba zapomnieć. Trochę już na to za późno. Obawiam się, że więcej będzie niesienia nart niż ślizgania. Przynajmniej tak widać z kamerek internetowych. W piątek, wygląda na to, że też wybierzemy się razem w Tatry. A tym czasem zdjęcia z wycieczki. A tak jeszcze mi przyszło do głowy jak dziś kopałem i słuchałem książki. Czemu ja tak nie robiłem uprzednio. Dziś wysłuchałem całej książki kopiąc. Toż to prawie 10 godzin słuchania. Wykończony jestem, kopaniem. A książka genialna. Opiszę ją może jutro.

Komentarze