Byłem wczoraj na seminarium “Chaos klasyczny i kwantowy” Seminarium odbyło się na UJ poświęcone było życiu Prota. W kontekście jego dorobku naukowego jak i w aspekcie zwykłego człowieka. W tym narciarza i żeglarza. Choć Prot był też programistą, naszym kolegą. My znaliśmy Prota bardziej od tej strony. Prot był bardzo skromny. Skądś tam wiedzieliśmy, że Prot miał tytuł doktora. Na seminarium dowiedziałem się coś więcej o tej swerze życia Prota. O tym czym jako (chyba można tak powiedzieć) naukowiec się zajmował. Był fizykiem i zajmował się chaosem :) Miły profesor opowiedział to w tak przystępny sposób, że nawet ja zrozumiałem. Trochę to pokrewne z moją teorią istnienia. Głównie w pracach chodziło o to, że początkowo małe i proste przekształcenia prowadzą do bardzo skomplikowanych skutków. Tak mi się czasami wydaje, że świat istnieje, bo co jest alternatywą do nie istnienia? Nie może być nic, bo jeśli określimy nic, będzie coś! Nic stanie się czymś. To nawet zdaje się powiedział... nie pamiętam. “byt i nicość” jakiś tam filozof. A ja sobie jeszcze tak myślę, że najpierw wszechświat był punktem matematycznym. Był jak bit. W zasadzie był “zerem” jako wartość tego bitu. I teraz nieskończona liczba prostych przekształceń. w 0 i 1 naprzemienie generuje nieskończenie skomplikowane skutki jakimi jest wszechświat. Prot po prostu starał się ubrać to w matematykę i jakoś udowodnić. Bóg jednak zapewne stwierdził, że może mu się to udać. A na to pozwolić sobie nie mógł. A co do Boga... Tak mi kiedyś przyszło do głowy. Skoro możliwe jest coś takiego niemożliwego jak wszechświat. No bo jak tak sobie pomyśleć. Skąd wziął się wszechświat. Czemu w ogóle coś jest? Jak to możliwe? Jak tak pomyśleć, to praktycznie jest niemożliwe, że jest coś. Skoro jednak nie możemy zaprzeczyć, że jednak wszechświat istnieje, no to czemu Bóg ma nie istnieć. Jest tak samo niemożliwy jak niemożliwy jest wszechświat! Oj zebrało mi się. Ale z drugiej strony są i takie teorie, że wszechświat jednak nie istnieje. A to wszystko jest złudzeniem! No to do cholery kto się łudzi? Jak nikogo nie ma? Niezły z tego chaos wyszedł i zamęt. A powspominać Prota miło było. W ogóle jak odchodzą ludzie, to jest jakaś tragedia. Prot jednak był spełnionym człowiekiem. Niczego nie zostawił niedokończonym. Jego życie było pełne. Pewnie, że chciało by się z nim pogadać, może nawet pojechać na narty, ale jakoś tak wszyscy się z tym pogodzili. Prot po prostu sobie odszedł.
Komentarze