Remont czas zacząć

No i zaczęło się, teraz już na nic czasu nie będzie. Przynajmniej przez tydzień. A tu taka piękna pogoda się kroi. Nie jestem jeszcze na tyle zdrowy aby sobie pozwolić na skitoury czy choćby rower. Zastanawiałem się nad niedzielą w Tatry. Konrad już w ogóle odpuszcza. Zaangażował się w bouldery i dzieli czas między studia, M. i ściankę. Na nic innego czasu już miał na razie nie będzie. Skazany jestem niestety nawet na samotne Tatry. Basia w lecie pewnie się da wyciągnąć. Ale na skitoury po Tatrach nie ma co na niego liczyć. Ze Zwardonia, jak się przymierzałem. Też jest problem. Wybierając się tam pociągiem prosto z pracy. To niestety będę w Zwardoniu prawie na 22:00 Stanowczo za późno aby gdziekolwiek dojść. Nawet do schroniska, to chyba będzie problem. Ale jeszcze się zobaczy. Do rodziców też by się przydało wybrać. Dawno nie byłem. Prawdopodobnie skoczę jutro po pracy. No dobra, ale co się zaczęło, że tak czasu mieć nie będę? No remont salonu. Maluje. Dziś już zacząłem. Wyniosłem wszystko z tej mniejszej dolnej części i wymalowałem dziś cały sufit jednokrotnie i ścianę z kamienia. Potem zagipsowałem wszelkie ubytki w ścianach. Szczególnie przy kominku. Skończyłem prawie o 22:00 Jutro mam nadzieję, jak tylko wrócę od rodziców, pomalować sufit drugi raz. A w sobotę jak dobrze pójdzie ściany. Może też framugi i kominek. Zawsze plany są duże, a potem czasu starcza na połowę planów. Ale może choć ściany dwa razy się uda w sobotę. Te pomniejsze rzeczy machnę może w niedzielę, a jak nie to w poniedziałek. W następnym tygodniu druga, większa część salonu. Największy problem będzie z rozebraniem mebli i zniesieniem ich na dół. Mam też nadzieję, że nie przywiozą nowych mebli w następnym tygodniu, tylko jeszcze później.

Komentarze