Wczorajszy dzień - wróciłem z pracy, zjadłem co było. Coś tam porobiłem na kompie, coś tam poczytałem i, że Basi nie było. Poszła na babską imprezę na Kazimierz do jakiejś knajpy. Chyba "Ptaszyl" Konrad też gdzieś wybył. No to ja założyłem słuchawki na uszy. A... był piątek, więc skosztowałem nowego piwa z jęczmienia. Nawet niezłe. Wyjąłem odkurzacz z garderoby i dawaj jeździć nim po całym domu. Skończyłem po jakiejś godzinie. Ale nadal było mi mało. Schowałem go na powrót i poszedłem po wiadro i mopa. Nalałem wody i trochę płynu. I znowu jeździć tam i z powrotem po podłogach. Wszystkie oprócz sypialni i pokoju Konrada są kamienne. Wypucowałem wszystko łącznie z klatką schodową. Na szczęście Konrad nie przyszedł zanim wyschło. Otwarłem nawet okna. Lepiej schnie. Potem jeszcze naczynia w kuchni po Konradowym obiedzie i swoim. A na koniec szklane ławy. No i zrobiła się prawie dwudziesta. Znowu siadłem do książki. W słuchawkach też była książka, teraz zabrałem się za taką papierową. No prawie. Ebook to niby też papier, tyle że elektroniczny. Już miałem iść trochę poćwiczyć, bo zaczęły mi się oczy przymykać, ale zadzwonił telefon. Basia, abym ją odebrał z imprezy. Wsiadłem więc w samochód, znowu zapuściłem audiobooka i do Krakowa na Kazimierz. Dojeżdżam sobie w do Miodowej, chcę skręcać. A tu pan w świecącym kubraczku i z lizakiem. Myślę sobie, ki diabeł. Co ja takiegom uczynił. Pieszych puściłem, migacz włączyłem. Nie jechałżem chyżej niż bryczka zaprzężona w konie dwa. Może jakiś parkingowy, bo tu strefa? Nie, policjant z jakąś magiczną skrzynką w dłoni. Otwieram okno, on w tą magiczną skrzynkę zerka, nie na mnie i spokojnie - proszę tu chuchnąć - zgłupiałem. Ale twardo chuch z trzewi wydobyłem. On na to - dziękuję, do widzenia. Zamknąłem szybę i pojechałem dalej. Basia zaraz przyszła z koleżanką, którą jeszcze odwieźliśmy i do domu. Już we wsi naszej, patrzę. Na drodze jakieś cienie. Podjeżdżam bliżej, a tu siedem saren liże drogę. Chyba sól im tak smakuje. Stanąłem przed nimi. Popatrzyły i rozpierzchły się w nocnej mgle. I tak minąl ten wczorajszy dzień - magiczny dzień.
Komentarze