Margaret Thatcher

Wreszcie dobry film. Ostatnio w ogóle trudno było o jakikolwiek film. Do tego byłem sceptycznie nastawiony. Bałem się, że będzie bardzo biograficzny. Tymczasem udało się wpleść wątki biograficzne, a nawet dokumentalne zdjęcia w całkiem fajną historię kobiety sukcesu, kobiety silnej. Żelaznej Damy która w tej chwili już zupełnie bezbronna, a nawet zagubiona. Kobieta u schyłku życia, mająca zwidy zmarłego męża. Żyjąca w wyobraźni minionej epoki. Chyba niczego nie żałująca. Może jedynie tego, że pozostały tylko wspomnienia. Mimo tych słabości jest w stanie nadal sama poradzić sobie ze swoimi duchami. Przepiękna i mocna kreacja Meryl Streep Gra tu dwa wcielenia. Obecnej już staruszki i poprzedniej w pełni sił. Dobrze zagrane zestawienie. Na uwagę zasługuje rola zmarłego męża, który ciągle jej towarzyszy za życia jak i po swojej śmierci w jej zwidach. Film pokazuje też początki, tu dubluje ją równie dobra aktorka. Dawno nie oglądałem tak dobrego filmu. Emanuje z niego siła, zdecydowanie, ale i pewna nutka surrealizmu. Myślę, że dobrze pokazana postać. Żelazna Dama została w tym filmie uczłowieczona czego zapewne brakowało dotychczas w jej wizerunku.

Komentarze

Ewa pisze…
Wybieram się we wtorek. Meryl Streep to moja ulubiona aktorka:)

Miło mi gościć Ciebie na moim blogu:)
Pozdrawiam:)