Jestem poirytowany. Trochę to nie w porządku. W sobotę Basia pojechała do pracy. W piątek jak wracałem świeciła się kontrolka paliwa. Ale spoko. Można przejechać na rezerwie 100 km. Do pracy mam 26 km. Basia mniej więcej tak samo. W niedzielę tylko do kościoła, to zaledwie w obie strony niecałe 5 km. Oczywiście zatankowanie to zbyt wielki wysiłek. Po za tym to nie jej problem. Jeździć owszem, ale żeby choć raz załatwić cokolwiek w sprawie samochodu. Może choćby przetrzeć kokpit? Nie, samochód to przecież mój obowiązek. Przeglądy, naprawy, ubezpieczenie, zmiana opon, mycie, tankowanie i wiele, wiele innych spraw związanych z samochodem. Zresztą jechanie gdziekolwiek, choćbym miał złamaną rękę i tak ja muszę prowadzić. A już, żebym się na wyjeździe napił piwa... Zero stresu, tylko znana droga. W poniedziałek oczywiście zostałem dodatkowo obarczony zakupami, no i oczywiście obiadem. Bo ja przecież lepiej robię te kiełbaski. Przeklinam dzień w którym raz zrobiłem. Pojechałem na te zakupy. Straciłem ponad godzinę zastanawiając się... puszkę kukurydzy, ale jaką 250g 450g 750g kilogram, pięć? Z innymi produktami podobny problem. Dodatkowo Basia ma swoje nazwy na wiele produktów. Zgoła inne niż te produkty mają. Zresztą lodówka, to zwykle pralka i na odwrót. Przy okazji kupiłem sobie jeszcze kurtkę zimową. Mogę oddać do 28 dni. Od pewnego czasu chciałem kupić sobie kurtkę na zimowe wyprawy, które mam zamiar wreszcie zainicjować. Priorytet ma nieprzemakalność, wygoda i użyteczność. Znalazłem taką z siedmioma kieszeniami. Ta kurtka ma być też na narty. Zakupiłem czerwoną. Przecenioną o ponad 30% Ale tylko dlatego, że nie było rozmiaru takiej która jest cieplejsza, ma dodatkowo odpinany fartuch śnieżny i rękawy przechodzące w takie pół rękawiczki. Dziś znalazłem, że jest w Bonarce.
Sam nie wiem na którą się zdecydować. Jutro kupię tą drugą i na spokojnie w domu potestuje, posprawdzam i jedną oddam. Ta druga jest w takiej samej cenie, przeceniona ponad 50% Ale wracając do mojej irytacji... Wracam sobie z zakupów. Zakupy były w przeciwną stronę niż stacja. I nagle samochód zaczyna się dławić, krztusić, tracić moc. Słowem zabrakło benzyny. Wstyd za piątkę. Ze spuszczonymi uszami przepchnąłem go za przystanek autobusowy. Włączyłem awaryjne i poszedłem na najbliższą stację benzynową po kanister i benzynę. Kilometr w jedną stronę. Wróciłem, ze wstydem przelałem benzynę do baku i pojechałem po resztę na stację. Jakbym nie pojechał na zakupy, tylko prosto na stację, prawdopodobnie bym dojechał. Wróciłem do domu ponad godzinę później, mając nadzieję, że skoro Basia wróciła wcześniej, to jednak zrobi ten obiad. Skąd. Zamiast do domu, poszła do koleżanki prosto z pracy. Dziś będąc razem w sklepie, stojąc koło niej, poprosiłem aby kupiła mi smalec, który zobaczyłem. Po czym poszedłem w czasie jak ona stała przy mięsnym wybrać pieczarki o które prosiła. W samochodzie okazało się, że zapomniała o smalcu. Ja o pieczarkach pamiętałem. Wyraziłem się, że mi przykro, że o mnie nie pamięta. Obraziła się... Ale za to w niedzielę poszedłem sobie na długi śnieżny spacer przy -15. Pochodziłem po lesie wśród skałek. Nie sądziłem, że tyle ich jest w przydrożnym lesie. Nawet odkryłem jaskinię. Choć to zbyt mocno powiedziane. Przecisnąłem się wąskim korytarzem nie zdjąwszy kurtki. Całą wysmarowałem wapieniem ze ścian. Po wyjściu musiałem ją chyba z dziesięć minut czyścić w śniegu i mrozie. Taki śnieg to dobry środek czyszczący. Śladu nie ma po zabrudzeniach. Dodatkowo przy takim mrozie, śnieg się nie topi i nie zostawia mokrych śladów. W końcu tej jaskini jest komin. To jest niepojęte, ale w środku lasu, tak z kilometr od najbliższego domu pełno tam puszek, szła i śmieci. Jak komuś się chce tam leźć i wyrzucać śmieci? Na domiar złego podczas czołgania się w tej jaskini miałem w kieszeni spodni "ZEN" do MP3 Słuchałem na spacerze "Nad Niemnem" Musiałem gdzieś przycisnąć, bo szkiełko jest pęknięte. Widać dopiero pod odpowiednim kątem pod światło. Ledwo można dostrzec.
Sam nie wiem na którą się zdecydować. Jutro kupię tą drugą i na spokojnie w domu potestuje, posprawdzam i jedną oddam. Ta druga jest w takiej samej cenie, przeceniona ponad 50% Ale wracając do mojej irytacji... Wracam sobie z zakupów. Zakupy były w przeciwną stronę niż stacja. I nagle samochód zaczyna się dławić, krztusić, tracić moc. Słowem zabrakło benzyny. Wstyd za piątkę. Ze spuszczonymi uszami przepchnąłem go za przystanek autobusowy. Włączyłem awaryjne i poszedłem na najbliższą stację benzynową po kanister i benzynę. Kilometr w jedną stronę. Wróciłem, ze wstydem przelałem benzynę do baku i pojechałem po resztę na stację. Jakbym nie pojechał na zakupy, tylko prosto na stację, prawdopodobnie bym dojechał. Wróciłem do domu ponad godzinę później, mając nadzieję, że skoro Basia wróciła wcześniej, to jednak zrobi ten obiad. Skąd. Zamiast do domu, poszła do koleżanki prosto z pracy. Dziś będąc razem w sklepie, stojąc koło niej, poprosiłem aby kupiła mi smalec, który zobaczyłem. Po czym poszedłem w czasie jak ona stała przy mięsnym wybrać pieczarki o które prosiła. W samochodzie okazało się, że zapomniała o smalcu. Ja o pieczarkach pamiętałem. Wyraziłem się, że mi przykro, że o mnie nie pamięta. Obraziła się... Ale za to w niedzielę poszedłem sobie na długi śnieżny spacer przy -15. Pochodziłem po lesie wśród skałek. Nie sądziłem, że tyle ich jest w przydrożnym lesie. Nawet odkryłem jaskinię. Choć to zbyt mocno powiedziane. Przecisnąłem się wąskim korytarzem nie zdjąwszy kurtki. Całą wysmarowałem wapieniem ze ścian. Po wyjściu musiałem ją chyba z dziesięć minut czyścić w śniegu i mrozie. Taki śnieg to dobry środek czyszczący. Śladu nie ma po zabrudzeniach. Dodatkowo przy takim mrozie, śnieg się nie topi i nie zostawia mokrych śladów. W końcu tej jaskini jest komin. To jest niepojęte, ale w środku lasu, tak z kilometr od najbliższego domu pełno tam puszek, szła i śmieci. Jak komuś się chce tam leźć i wyrzucać śmieci? Na domiar złego podczas czołgania się w tej jaskini miałem w kieszeni spodni "ZEN" do MP3 Słuchałem na spacerze "Nad Niemnem" Musiałem gdzieś przycisnąć, bo szkiełko jest pęknięte. Widać dopiero pod odpowiednim kątem pod światło. Ledwo można dostrzec.
Komentarze