Sześćset stron bzdetów. Co mnie podkusiło aby zabrać się za tą książkę. Pomyślałem sobie, że skoro jest o niej głośno i nawet film zrobili. To pewnie jakieś wybitne dzieło. Skoro wszyscy o tym mówią. Trzeba poznać i mieć w towarzystwie coś na ten temat do powiedzenia. A tu kiszka.
Autor czy tłumacz nie wiem sam. Prosty język. Może naczytałem się jakichś ostatnio epokowych dzieł. Ale zestawienie z "Cmentarzem" który w tym samym czasie słuchałem... Na Boga powinienem od razu zrobić to odwrotnie. Zestawienie jak ta kloaka z piwnicy w "Cmentarzu" z bajkowym ogrodem pachnącym kwiatami. Kto to w ogóle jest ten autorzyna Larson czy jak mu tam. Przez trzy czwarte książki pieprzenie głupot o niczym. Lanie wody. Potem może przez 100 stron coś się dzieje. Odkrycie prawdy o Hariet po prostu przyjąłem do wiadomości. A no tak... pomyślałem sobie. Co to ma w ogóle być. Opowiadanie o zboczeńcach, kryminał, powieść polityczno-biznesowa. A postacie... że ktoś ma tatuaż na dupie, to jest jakiś wyjątkowy, pokręcony. Po odkryciu zresztą prawdy mógłby już odłożyć pióro i dać sobie spokój. Ale nie, trzeba było jeszcze się pokazać. Odegrać. Przecież główny bohater musi być herosem. Nikt mu nie podskoczy. Przytaczanie w powieści dokładnej nazwy laptopa wraz jego konfiguracja zakrawa o lokowanie produktu. A już pisanie, że coś zajmuje 5GB brzmi śmiesznie nawet po trzech latach, a co dopiero po trzydziestu. Przez te kilka lat mamy terabajtowe dyski. Za 10 lat ta przytoczona przeze mnie wielkość będzie trąciła myszką. A mogłem przeczytać przez ten czas kilka innych książek. Straciłem tylko czas. Nigdy więcej.
Autor czy tłumacz nie wiem sam. Prosty język. Może naczytałem się jakichś ostatnio epokowych dzieł. Ale zestawienie z "Cmentarzem" który w tym samym czasie słuchałem... Na Boga powinienem od razu zrobić to odwrotnie. Zestawienie jak ta kloaka z piwnicy w "Cmentarzu" z bajkowym ogrodem pachnącym kwiatami. Kto to w ogóle jest ten autorzyna Larson czy jak mu tam. Przez trzy czwarte książki pieprzenie głupot o niczym. Lanie wody. Potem może przez 100 stron coś się dzieje. Odkrycie prawdy o Hariet po prostu przyjąłem do wiadomości. A no tak... pomyślałem sobie. Co to ma w ogóle być. Opowiadanie o zboczeńcach, kryminał, powieść polityczno-biznesowa. A postacie... że ktoś ma tatuaż na dupie, to jest jakiś wyjątkowy, pokręcony. Po odkryciu zresztą prawdy mógłby już odłożyć pióro i dać sobie spokój. Ale nie, trzeba było jeszcze się pokazać. Odegrać. Przecież główny bohater musi być herosem. Nikt mu nie podskoczy. Przytaczanie w powieści dokładnej nazwy laptopa wraz jego konfiguracja zakrawa o lokowanie produktu. A już pisanie, że coś zajmuje 5GB brzmi śmiesznie nawet po trzech latach, a co dopiero po trzydziestu. Przez te kilka lat mamy terabajtowe dyski. Za 10 lat ta przytoczona przeze mnie wielkość będzie trąciła myszką. A mogłem przeczytać przez ten czas kilka innych książek. Straciłem tylko czas. Nigdy więcej.
Komentarze