Rżnięcie w krzakach

Zima to czy nie zima? Słonecznie i ciepło dziś od rana. Miałem to robić już jakiś czas temu, ale jakoś tak zwlekałem. Nie żebym miał jakieś problemy, ale rozpuściłem się za bardzo. Po co jednak nosić niepotrzebny balast. A zima to dobry czas. Chcę bowiem obniżyć swoją wagę. 81 kg, to trochę dużo. Nie mam nadwagi. Przy moim wzroście jestem na granicy między prawidłowym BMI, a lekką nadwagą. W zasadzie brakuje pół kilograma :) To już trwa. W moim wieku trzeba dbać o siebie. Zawsze byłem strasznym chudzielcem. Do 30 roku życia miałem spora niedowagę. 63 kg to było stanowczo za mało. Wtedy zrobiłem sobie kurację pogrubiającą. Przytyłem w ciągu pół roku 8 kg. Potem jakieś pięć lat temu znowu z 80 zszedłem do 69 przez rok. Następnie przez jakieś trzy lata utrzymywałem 74 i znowu doszedłem do 81. Od dwóch tygodni pracuje nad obniżeniem wagi. w tej chwili straciłem 1 kg. W sumie to i tak uważam, że aby się nazwać facetem, powinienem ważyć 80. Ale to nie powinien być tłuszcz :) Jednakże do jazdy na rowerze przydało by się ważyć trochę mniej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. W zimie też zawsze ćwiczę, więc trzeba będzie zacząć. Wymyśliłem sobie słuchać podczas ćwiczeń audiobooków. Kolejny czas który będzie podwójnie wykorzystany. Ostatnio mam jakąś obsesję na ten temat. W moim wieku postrzegam inaczej czas. Kurczy się bardziej niż kiedyś. Basia męczy o nowe meble. Dziś cały dzień opowiadała mi swoją nową wizję salonu. I tak ma karę do wiosny. Bo meble miały być na jesieni, ale, że U. wylała 7 stów do kanalizacji, a ona jej broniła, to ma karę. Nie wiem co prawda jak ja sprostam zakupowi samochodu i mebli. Jakiś skok na bank, albo jubilera? A wracając do audiobooków, zakupiłem pięć nowych. Po tym jak skończyłem Wilczura nie miałem co słuchać w samochodzie. Wczoraj poszły dwie nowelki: Janko, ten od skrzypiec i Skawiński ten od latarni. Akurat było na tam i z powrotem do pracy. Miało być o słonecznym dniu, więc mówię, a raczej piszę. Z rana poszedłem w krzaki, rżnąć. Na końcu ogrodu mam ambitny plan wyciąć wszystkie krzaki i zostawić tylko dwie wielkie akacje. Konrad będzie niezadowolony. Bo odsłonie jego miejsce ogniskowe. Ale trawa tam wielka rośnie. Zresztą można posadzić jakiś żywopłotek. Całe taczki drewna przywiozłem, te z ramą podwyższającą. Zwiozłem pod balkon i się suszy. Trochę mnie przy tej robocie przywiało. Piłą łańcuchową ścinam co większe drzewka. Nawet mały orzech się tam znalazł. Pień był już spory. Grubości uda. Potem takie powalone drzewka, trzeba sekatorem z co mniejszych gałązek, te zwieść na stosik do spalenia, a pieńki pociąć do kominka i pod balkon. Pieć godzin bez wytchnienia. A pracy szacuje jeszcze tak na jakieś 30 godzin. Do wiosny przy takiej zimie powinienem zdążyć. Potem kopara do wyciągnięcia korzeni i do zrównania stoku. I będzie ładnie.

Komentarze

Anna Bucholc pisze…
a jak Ty to robisz, że chudniesz - same ćwiczenia, czy też jakieś 'stosowne' odżywianie? Audiobooki są super, ale jakoś nie mogę się skupić w samochodzie i zrezygnowałam - a w domu mi się nie chce. Może meble sam wykonasz - będzie trzy w jednym - ćwiczenia fizyczne, oszczędności i można słuchać audiobooków ;)
Nomad pisze…
Nie oszukujmy się. Tyjemy głównie dlatego, że jemy więcej niż nam potrzeba. Głód nie jest niezdrowy. To nic strasznego. To tylko informacja. Przede wszystkim jem mniej, utrzymując się w stanie lekkiego głodu. Staram się nie dojadać. Ciasteczka, batoniki, dodatkowa kanapka, tu jakieś lody :) Dietę zmieniłem już jakieś pół roku temu. Staram się jeść prosto. Unikam wysoko przetworzonych produktów. Jem głównie ryby i warzywa. Raczej wędzone czy gotowane mięso zamiast wędliny. Wtedy kiedy obniżyłem wagę o 10 kg Ćwiczyłem. W zasadzie co dzień za wyjątkiem niedziel 45 min ćwiczeń. Jestem facetem więc pompki, brzuszki no i żelastwo. Wtedy też wszędzie starałem się chodzić pieszo. Wręcz chodziłem 2 km w jedną stronę co dzień po pieczywo do Rudawy choć można kupić u nas. Dodatkowo to był zdrowy spacer. Wtedy też woziłem syna na angielski, ściankę, basen. Czas oczekiwania poświęcałem na spacer. Oczywiście teraz też planuję ćwiczyć. Ale jakoś tak schodzi z tym, ciągle nie ma czasu  Największy problem jest wtedy gdy nie ma się problemu z jakąś wielką nadwagą. Kiedy nie ma motywacji. Np. nikt Ci tego nie wytknie. Wtedy właśnie koleżanka zauważyła, że „trochę przytyłem” (znała mnie jako chudzielca i zobaczyła po latach, https://picasaweb.google.com/104896263042754159806/ZeStarychSlajdow#5425936285598004466) Teraz chodzi o jazdę na rowerze po górach. Zwykle jadę z plecakiem 7 kg Jakbym pozbył się tyle tłuszczu, jechałbym bez plecaka :)
Anna Bucholc pisze…
Ostatnio odnośnie plecaka usłyszałam takie powiedzenie: 'po co mam mieć 'kaloryfer' skoro mam 'bojler' ;) no i nie zważając na to, że święta za pasem ja chyba należę do tych leniwych z perspektywą bojlera - mam nadzieję niedużej pojemności - a Tobie zazdroszczę samozaparcia.
Nomad pisze…
Patrząc na zdjęcia, raczej bojler Ci nie grozi. A święta to będzie wywanie. Moja żona piecze takie ciasta...