Słoneczna niedziela

Wczoraj już zachód słońca był obiecujący. Wiem, bo do zmierzchu miałem pracowitą sobotę. Ostatnie grabienie liści w tym roku. Pozostał rów przydrożny i to właśnie zrobiłem. Sporo tego było. Ale to była dopiero 13:00 godzina. Było mi mało. Trochę z sobą walczyłem, czy ciepły fotelik, czy jeszcze trochę świeżego powietrza. Od co najmniej dwóch lat o tym myślę. Na końcu ogrodu są histroyczno/geograficzne pozostałości "Wąwozu Niegoszowickiego" Wzmianka o nim jest nawet w Wikipedii. A ja go wypatrzyłem kiedyś na mapie z lat 20-tych. Teraz w większości jest po prostu zaorany. Tam gdzie kończy się nasz ogród jest on nienaruszony. Głęboki parów na stokach rosną drzewa i krzaki. Ostatnio zaczęły się tak rozrastać, że zarastają podjazd na działkę od tamtej strony. Wziąłem więc piłę łańcuchową i zacząłem grać w ogrodowego dooma. Wyciąłem wszystkie, przynajmniej te które zarosły podjazd. Pracy jest tam na co najmniej dwa tygodnie, albo i więcej. Pociąłem co grubsze i zwiozłem pod balkon. Niestety okazało się przy okazji, że muszę kupić nowy łańcuch do piły. Ten już jest bardzo marny. Nawet kilka konarów zostawiłem, bo już nie byłem w stanie pociąć. Jak tylko będzie w miarę pogodnie w kolejne soboty może uda mi się doprowadzić do porządku to miejsce.

Ale miało być o niedzieli. Rano obudziło mnie ostre słońce to utwierdziło mnie we wczorajszym przekonaniu, że niedziela będzie dobrym dniem na rower. Dziś miała przyjechać U. tym bardziej chciałem się ewakuować. Znowu cały dom będzie czuć płytkami na mole. Od razu po kościele przed 12:00 ubrałem się odpowiednio i wsiadłem na rower. Na wszelki wypadek do plecaka zapakowałem jeszcze dres, aby ubrać pod kurtkę jak mi będzie zimno.


Trasa rowerowa 1339114 - powered by Bikemap 

Ruszyłem przez dolinę Będkowską. Postanowiłem sobie jechać spacerowo, aby się nie spocić. Już kiedyś zobaczyłem i się zirytowałem, że ogrodzono dostęp do Łabajowej. Okazało się dziś, że wspinanie jest udostępnione. Otwarta bramka i jest regulamin wspinania na terenie prywatnym udostępnionym przez właściciela. Całość jest pod patronatem fundacji "Wspinka" Spodobało mi się to. Brawa dla właściciela. Potem pojechałem dalej. W sumie zrobiłem prawie 35 kilometrów. Za Będkowską pojechałem niebieskim szlakiem rowerowym. Polecam szlak. Jest terenowy, ale wiedzie chyba po najładniejszych terenach Jury tej krakowskiej. Widoki przepiękne. Najładniejsze ostańce w okolicy. Mimo terenu nie jest trudno. Szerokie szutrowe ścieżki i trochę asfaltu.

Komentarze