Nie słodzę nie solę...

Tak - nie słodzę, ani nie solę. Właśnie Basia zniesmaczona zawróciła do kuchni aby posolić jarzynkę z rybką którą dziś zrobiłem na obiad. Jakoś tak na samym początku naszego małżeństwa od Basi przestałem słodzić herbatę, potem kawę słodziłem coraz mniej i mniej, aż przestałem w ogóle. Teraz nie jestem w stanie wypić słodkiej kawy czy herbaty. Prawie muszę wypluć jakbym takiej się napił. To jest pewien problem, bo w kafejkach wszelkie kawy inne niż zwykłe są doprawiane jakimiś syropami, śmietankami, czy czekoladą. My nie jesteśmy w stanie ich wypić. Od jakichś dwóch laty, jak skończyła mi się sól w pracy. Jakoś nie chciało mi się kupić lub zapominałem. Na śniadanie więc z musu jadłem pomidory czy ogórki nie solone. Robię sobie śniadanie w pracy nie w domu. To znaczy kanapki tak, ale do tego zawsze mam mnóstwo dodatków. Pomidory, ogórki i rzodkiewkę. Na miejscu przygotowuję i kroję. Tak jadłem bez soli i teraz nawet jajecznicy nie solę. Okazuje się, że wbrew pozorom teraz dopiero czuję prawdziwy smak jajek, pomidorów czy ogórków. Przedtem wszystko smakowało jak sól. Dziś zrobiłem jarzynkę z przewagą ziemniaków, takich w półksiężyce. Bez soli smakują jak ziemniaki. Oczywiście nie jestem w tym względzie jakimś fanatykiem. Ciasto może być słodkie i zupa słona. Ale jak sam przygotowuje jedzenie raczej nie solę. Skoro np. jajecznicę robię na boczku, czy z kiełbaską. To w tych dodatkach jest wystarczająco dużo soli. Na śniadanie ostatnio jem, tak średnio (w pracy) trzy dni na pięć ryby. Kupuje góralskie koreczki, salsę lub moskaliki. One są marynowane z cebulą i dużą ilością soli. A Basia właśnie włączyła robota i jutro będą naleśniki. Ona robi takie z farszem w środku. Zielony groszek, kiełbaska i takie tam. Pychota. uwielbiam, choć zawsze proszę ją o to aby zostawiła mi kilka samych do dżemu. W ogóle fajnie jest. Do obiadu wypiłem piwko, teraz sączę kawkę. Płomień na kominku buzuje. Wieczorem coś się oglądnie, poczyta do tego lampka dobrego wina. Jeszcze nie wiem czy wytrawne czy słodkie. Jednym słowem sielanka... jakby nie ten ból w boku. Wygląda na to że przeziębiłem sobie trochę nerki na tym wypadzie rowerowym, choć to już tydzień. Albo się jakimś cudem odwodniłem sądząc z koloru. Dziś piwo i dużo innych zdrowych płynów. Zobaczymy co dalej.

Komentarze

eldka pisze…
Zdrowo żyjesz, ale...nie dbasz odpowiednio o siebie na rowerze.

A piwko nie zaszkodzi :)

Zdrówka.
Nomad pisze…
Gdzieś mnie chyba zawiało. Ale przeziębienie przeszło :)