Urlopowo

Wziąłem sobie urlop na cały tydzień. W sumie wykorzystuje cztery dni, a odpoczywam dziewięć. Dziś pogoda była taka sobie, ale od dziewiątej rano zapieprz na ogrodzie. Grabienie liści. Basia obiecała, że mi pomoże. Ona będzie grabiła ja będę pakował i wywoził. Ta... obiecywać to ona faktycznie potrafi. Doszła w tym do perfekcji. Tak mniej więcej zeszło mi do 13:00 na grabieniu. Potem musiałem z nią pojechać do sklepu, no bo przecież sama nie może. Potem kawka. Chwila przerwy i od nowa. Zabrałem się za kopanie pod altankę. O dziwo bez najmniejszego problemu da się kopać. Deszczu nie było na tyle aby ziemia zmiękła. A jakimś dziwnym sposobem zrobiła się krucha jak piasek. Jeszcze trzy tygodnie temu była jak beton. Teraz można w zasadzie rękami ją kopać. Nie rozumiem tego dziwnego zjawiska. Skopałem do końca koło leszczyn i zasypałem to kamieniem. Dzięki temu usunąłem trochę kamienia z przejścia koło domu. No i teraz mam dwie możliwości co do urlopu. Od środy albo pojadę na rower w okolice Pilska. Mam plan aby pojechać pociągiem do Suchej Beskidzkiej. Dalej pociąg nie jedzie. Chyba tory remontują. Stamtąd za Babią Górę. Tam za rezerwatem wjechać na granicę i dawaj na Pilsko i dalej, aż za Żywiec. Zresztą od Suchej też cały czas po górach. To będzie pierwsza nocna jazda. Przecież nie pójdę spać o 16:00 jak się robi ciemno. Biorę namiot i lekki śpiwór. Do tego dres. Myślę, że spanie w trzech warstwach ubrania łącznie z bielizną termoaktywną + lekki śpiwór starczy nawet na mróz. Choć takiego nie przewiduje. Owszem liczę się z lekkim śniegiem powyżej 1000 metrów. Ale to tylko alternatywa. Od Pilska jest po uszy schronisk. Nie powinno być problemu. Zresztą zawszę mogę wcześniej skończyć jak by się okazało, że pełno śniegu. Druga alternatywa to zapylanie dalsze na ogrodzie. Są też targi książki w Krakowie 3-6 listopada. Nie bezie Basi więc i w domu mam pełno pracy. Nie będzie problemu jak nikt mi nie będzie przeszkadzał. Konrad też pojechał się wspinać w Czechy. A tak w ogóle to trochę jestem zaziębiony. Zobaczymy co przyniesie środa. Jak pogoda będzie rozsądna i nie będę chory, to bardzo bym chciał pojechać na ten rower choć zastanawiam się czy przy takim krótkim dniu ma to jakiś sens. Ale jak nie spróbuję, to nie będę wiedział. Myślę, że tą trasę jestem w stanie zrobić w dwa noclegi i trzy dni. W poniedziałek jadę z rana do rodziców i na cmentarz do Wieliczki. Ten dzień będzie zajęty. Mam do czytania też mnóstwo książek. W tej chwili czytam trzy na raz. Emma, Wolskiego opowiadania i Rama II. W kolejności wymienionych Audiobook, papier, ebook. Tyle, że Konrad zabrał na wyjazd Kindla. Słuchanie tylko w samochodzie, a nie jeżdżę. Pozostaje więc Wolski. A na wieczór jeszcze odkurzyłem, a Basia upiekła wspaniałe ciasto. Tak, to też doskonale jej wychodzi.

Komentarze