Moja pierwsza książka z ... kindla

Kolejna pozycja Clarka, tym razem klasyka. Czemu ja dawniej nie czytałem Clarka. Pochłonąłem tą książkę dosłownie, a czekają mnie kolejne trzy części. Mam nadzieję, że też takie pasjonujące. To książka w której od pierwszej linijki coś się dzieje, bez wstępu w zasadzie, bez zagajenia. Tak lubię, przynajmniej takie typowe SF. W niedalekiej przyszłości w układzie słonecznym pojawia się przybysz. Gigantyczny pojazd kosmiczny. Oczywiście ciekawscy ziemianie zaczynają go badać. Wszystko tam jest tajemnicze. I nic się do końca nie wyjaśnia. Najlepsze jest to, że dla egocentrycznych ziemian okazuje się na koniec, że pojazd kompletnie ignoruje mieszkańców i sam układ słoneczny. Traktuje słońce po prostu jak stację paliw na swoim szlaku. Abstrahując od treści samej książki jest to pierwsza pozycja którą przeczytałem w wersji elektronicznej. Muszę przyznać, że tak się czyta znacznie wygodniej. Kupiłem wersję papierową, bo uwielbiam książki. Wersję elektroniczną zdobyłem niestety nielegalnie. Nie znalazłem legalnej przynajmniej na kindla, zresztą nie będę płacił dwa razy za tą samą książkę. I co ja mam teraz począć, kolejne części też mam elektroniczne. Wersje papierowe dopiero będą. Jeszcze ich nie ma w sprzedaży. A ja nie wytrzymam tak czekając na ciąg dalszy. Ale obiecuję, że kupię papierowe.

Komentarze

recoleta pisze…
O przepraszam, ale znajdź inną nazwę. Według obowiązującej wciąż nomenklatury PWN książka to:
1. «złożone i oprawione arkusze papieru, zadrukowane tekstem literackim, naukowym lub użytkowym; też: tekst wydrukowany na tych arkuszach»
2. «pewna liczba arkuszy papieru złożonych i oprawionych, przeznaczonych do jakichś zapisów»

A więc, to, co przeczytałeś nie jest książką. Czym jest? A diabli wiedzą. Postęp w technice jest zbyt szybko niż w języku. Ale uczciwie mówiąc, to jednak nie jest już książka. Na pewno jakaś publikacja, do tego elektroniczna.
marko pisze…
Zapewne elektroniczne wersje o ktorych wspominasz sa z przeznaczeniem pod tablety, po raz kolejny technika wyprzedza nasze prawodawstwo, ale mysle ze to pewnie zadne zmartwienie bo co nie zabronione.... mysle ze pytajac o adres wersji elektronicznej nie narusze... cokolwiek by to nie mialo oznaczac
Nomad pisze…
Nie, nie są z przeznaczeniem na tablety. Zresztą nie bardzo wyobrażam sobie czytanie książki na czymś co świeci po oczach. To tak jakby stroną książki owinąć żarówkę. Kindl to czytnik książek z e-papierem. To taka kartka, tyle że plastikowa z mikroskopijnymi kuleczkami atramentu, które pod wpływem ładunku elektrycznego obracają się czarną albo białą stroną do czytelnika. To format .Mobi.
recoleta pisze…
Ale mi chodzi o filozofię, słowotwórstwo i generalnie wskazanie, że jednak dla mnie książka, to druk na papierze tradycyjnym. Ja myślę, że słowo "e-book" już się u nas przyjął dość mocno i nikt nie będzie wymyślał innego słowa w wersji polskiej. Ale po ostatnich Targach Książki widzę, że nie jest tak źle, wciąż dużo ludzi czyta książki tradycyjne. To oczywiście bardzo wygodne, tanie (w konsekwencji) i nie mówię "nie". Być może sama sobie kiedyś kupię, ale na razie miło wziąć pięknie wydaną książkę w ręce i powąchać papier. Ja to po prostu uwielbiam!:-)
Nomad pisze…
Dlatego tęż kupuję papierowe, a z uwagi na problemy ze wzrokiem muszę czytać w innej formie. Lub z uwagi na chęć wykorzystania czasu traconego w dojazdach nawet słucham. Dla mnie liczy się treść nie forma.