Koniec sezonu

Jesień już. Dziś dokonałem ostatniego koszenia. Chyba w listopadzie to trawa nie będzie już rosła. W ogóle dziś dzień mimo niepogody i zimna spędziłem bardzo treściwie na ogrodzie. Zrobiłem masę rzeczy. Po pierwsze, skosiłem, obciąłem maliny, truskawki, paprocie i te płożące krzaczki pod balkonem. Rozsadziłem je też gdzie popadło, aby w przyszłości zarosły wszystkie miejsca. Umyłem kosiarkę i kosę spalinową. Wysprzątałem i odkurzyłem z popiołu cały kominek ogrodowy. Podest przy nim oczyściłem z liści odrzutowymi grabiami. Umyłem go karcherem celem późniejszego zaimpregnowania. Liczyłem, że pokaże się słońce, niestety nawet kropiło w pewnym momencie. Może uda mi się jutro zaimpregnować. Dziś niestety nie wyschło. W końcu to nie hałasuje, więc nikomu nie zakłócę niedzielnego wypoczynku. Na koniec jeszcze rozsypałem sześć worków ziemi na ten pagórek pod leszczynami. Na drugi rok będę tam rozsadzał kwiatki. I wreszcie zebrałem całe wiadro orzechów. Mama prosiła mnie abym jej przywiózł. U nich coś w tym roku marnie z orzechami, a u nas jest nadmiar. Nawet chciałem sąsiadowi powiedzieć aby sobie wyzbierał, ale jakoś go nie mogłem nigdzie przydybać. Zmarzłem strasznie i nabawiłem się ponownie kataru, a już mi prawie przechodził. Przypomniałem sobie, że mam zaplanowany i nawet zatwierdzony urlop od 31 października przez cały tydzień. Korci mnie aby się wybrać rowerem na Pilsko i okolice. Zimno już okrutnie, ale pogoda może się poprawi. Tam jest sporo schronisk. Więc można by spokojne przenocować. Nie brałbym namiotu, jedynie lekki śpiwór. To byłoby też zakończenie sezonu rowerowego. Po Ukrainie nie byłem nigdzie na rowerze, tak się złożyło, że intensywnie pracowałem przy tej altance. Nie było czasu.

Komentarze