Dla przypomnienia: 997, 998, 999. No i jest jeszcze 1000 Tak, napiszę to słownie. Tysiąc, to jest właśnie ten tysięczny post. Jak zaczynałem, to sobie tak myślałem. Pewnie za parę dni, może tygodni będę pisał coraz rzadziej. Potem przestanę w ogóle. A tu proszę: piszę i piszę. Bzdury bez składu i ładu, ale piszę. Można i nawet pokusić się o powiedzenie, że to mnie zmieniło. Nieśmiało nawet: poprawił mi "On" zdrowie. Uratował? Być może. Będę pisał dalej. Potem będzie 10 lat. Ależ to będzie rocznica. Wytrzymam? Oby. Kiedyś jednak jak wszyscy - przestanę pisać. Ale żeby nie było o niczym, a związane z tytułem. To:
Wczoraj mieliśmy w pracy ćwiczenia przeciwpożarowe. Włączył się alarm. Przyjechały cztery jednostki straży pożarnej. Zadymili cały budynek. Była ewakuacja. Kilka osób dało się dobrowolnie zamknąć w pokoju z balkonem. Ewakuowano ich z drugiego piętra z balkonu specjalnym koszem. Nawet był jeden poszkodowany, wyniesiony na noszach. Zabawa była przednia. Prawie dwie godziny przerwy w pracy. A zdjęcie zrobił kolega z pracy - Piotr D.
Wczoraj mieliśmy w pracy ćwiczenia przeciwpożarowe. Włączył się alarm. Przyjechały cztery jednostki straży pożarnej. Zadymili cały budynek. Była ewakuacja. Kilka osób dało się dobrowolnie zamknąć w pokoju z balkonem. Ewakuowano ich z drugiego piętra z balkonu specjalnym koszem. Nawet był jeden poszkodowany, wyniesiony na noszach. Zabawa była przednia. Prawie dwie godziny przerwy w pracy. A zdjęcie zrobił kolega z pracy - Piotr D.
Komentarze