Tatry - reaktywacja

Po trzech latach udało się wreszcie pojechać w Tatry. Przerwa była spowodowana w zasadzie liceum Konrada i tytanicznym jego wysiłkiem w tej szkole. Nie miał czasu na nic oprócz uczenia się. Wszystko zaczęło się ponad 10 lat temu. Pojechałem z Konradem wtedy na zimowe ferie. Tylko my dwaj. Małe dzieciątko wtedy było. Byliśmy tydzień. Poszliśmy do Morskiego Oka. Pierwszy raz w życiu. Zabrałem sanki i od czasu do czasu siadał na nie, a ja ciągnąłem. Z góry jechał prawie cały czas. W kolejny dzień poszliśmy do Murowańca, tu już przeszedł całą drogę sam. Wtedy spodobały się nam góry. Na drugi rok, już w lecie poszliśmy też do Morskiego Oka. Plan był taki aby dotrzeć, jak się da wyżej, do Czarnego Stawu. Konrad wtedy uparł się aby pójść na Rysy. Na łańcuchach jednak wymiękł i wróciliśmy. Czego zresztą się spodziewałem. Potem jednak było coraz lepiej i schodziliśmy w Tatrach prawie wszystko, aż do czasu liceum. Teraz byłem z Basią i zanosi się na to, że będzie powtórka. Teraz z Basią przejdę wszystko, to co przeszedłem z Konradem. Poszliśmy na Kościelec. To banalna górka, choć z dołu wygląda strasznie. Szczególnie z Karbu. Wydaje się niemożliwa do wyjścia. Skaliska stromizna. Jednak wchodząc na nią okazuje się, że to zwykły górski spacerek. No może po za dwoma, trzema miejscami. Gdzie trzeba się wspiąć na kilkumetrową skałkę. Tak właśnie zareagowała Basia jak zobaczyła Kościelec z bliska - W życiu tam nie wejdę - Powiedziałem więc spokojnie. - podejdźmy do miejsca w którym nie będziesz mogła i albo się wrócimy, albo zaczekasz na mnie. - No i tak idąc. Nagle okazało się, że to już szczyt. Było jedno miejsce gdzie Basia się zawahała. Dosłownie dziesięć metrów przed szczytem. Była wniebowzięta, dosłownie i w przenośni. Podbudowało ją to i podniosło samoocenę o wiele punktów. I właśnie na tym to polega. Powoli dziewczyna zaczyna to rozumieć. Ludzie szczęśliwi, to Ci którzy coś robią. Dziś, jeszcze w drodze do pracy, przypominała sobie wejście. Cieszy ją to strasznie i jest z siebie dumna, a ja z niej. Teraz trzeba szukać kolejnego szczytu i stopniować trudność. Może Świnica? Jedno jest pewnie, nie ma chyba człowieka, którego górami nie można zarazić.



Są zdjęcia, ale jestem z nich bardzo niezadowolony. Wpierw świeciło słońce prosto w oczy. A potem prosto za mną. Są albo prześwietlone, albo z moim cieniem. Tragedia, ale więcej tam Basi niż gór. Chciałem aby miała pamiątkę. Z 450 zdjęć wybrałem 50 parę.


Trasa rowerowa 1274408 - powered by Wandermap 

Sam GPS po wypraniu go ostatnio w pralce (ten logger) coś zaczyna szwankować. Przeżył pranie, ale przełącznik jest teraz niepewny. W trakcie wędrówki kilkakrotnie się niestety samoczynnie wyłączył. Musiałem trochę sztukować ślad. Na szczęście w drodze na sam Kościelec działał idealnie. Najgorsze, że nigdzie go już kupić nie można. Napisałem maila do firmy z pytaniem, co z nim. Czy może będzie nowy model. Ale na razie cisza. Może uda mi się go naprawić, ale na razie nie widzę możliwości rozmontowania go.

Komentarze

eldka pisze…
Kochane Tatry !