Przeczytałem Wrońca

Miałem trochę więcej lat niż mały Adaś w tamtych czasach i rodziców Wroniec mi nie porwał. W ogóle stan wojenny przeminął mi bez żadnych specjalnych przeżyć. Jedynie brakowało mi wydawania "fantastyki" Ale za to miałem wcześniejsze niespodziewane ferie. Sama książka jest genialnie napisana, to taka bajka, a może zły sen. Wspaniałe obrazki. Fantastyczny świat małego Adasia. Przeinaczone nazwy "Milipanci" "ZŁOMO" "MOMO" "Bubeki" W końcu Adaś jest mały, to i mówi po dziecinnemu. Książkę dostałem przypadkiem, skutkiem rozmowy o opornikach. Pochłonąłem ją w kilka godzin bez czasu na złapanie tchu. Choć ma prawie 250 stron czyta się błyskawicznie. Pozycja warta uwagi zarówno dla tych co nie pamiętają tych dni. Jak i dla tych starszych. Dobrze oddaje klimat tamtych czasów zafałszowany już mgiełką historii.

Komentarze