Mieliśmy się wybrać dziś na całodzienny rower. Ale jak to sobota, pracy w domu co niemiara. No i odkurzyłem z rana, a nie... sobota, wstałem więc około 8:00 rano. Zrobiłem sobie kawkę. O dziewiątej odkurzyłem. Potem zabrałem się za porządkowanie ogródka pod balkonem. Wyciąłem i wyplewiłem przekwitłe kwiaty. Poprzycinałem krzewy. Wyplewiłem jeszcze w kilku innych miejscach. Potem zrobiłem kilka zdjęć wrzośców.

Pięknie zakwitły. Toż, to już jesień prawie. Na końcu zabrałem się za kopanie pod altankę. Około 13:00 ruszyliśmy dopiero na rower. Basia też w tym czasie nie próżnowała - umyła łazienkę. Pojechaliśmy przez Dolinę Racławki chciałem Basi pokazać skałkę Powroźnikową. Jest do niej piękny długi asfaltowy zjazd. No i skałka jest niezwykłej urody. Pojechaliśmy daleko aż pod "czwórkę" prawie pod Olkusz i dopiero tam zawróciliśmy aby zjechać do tej skałki. Potem ja miałem ochotę pojechać jeszcze przez Krzeszowice i tam zahaczyć o lody. Basia jednak przypomniała sobie, że jest mnóstwo malin i zrobiła by chętnie placek. Ruszyliśmy więc znowu Racławką do domu. I na prostej drodze w połowie Racławki jadąc spacerowym tempie. Najechałem na kij, który tak nieszczęśliwie podskoczył.

Wplątał się w szprychy, przerzutkę i łańcuch. Nim zahamowałem złamał hak od ramy. To coś co mocuje przerzutkę tylną. Jeździłem po górach, Ukrainie. Kusząc los nigdy nie miałem zapasowego przy sobie. I tu nieopodal domu poszedł w drzazgi od zwykłego patyka. Owszem można jechać bez tego. Skracając łańcuch i nie używając przerzutek. Ale wziąłem od Basi rower, pognałem do domu i wróciłem samochodem. Muszę w poniedziałek jechać do serwisu, przecież w sobotę jadę na Ukrainę. Muszę też kupić zapasowy i wozić ze sobą.
A jutro wybieramy się do Ciężkowic do "Skamieniałego Miasta" Bierzemy rowery, ja wezmę rower Konrada. Tam Konrad się będzie wspinał, a my zwiedzimy wpierw pieszo teren, a potem rowerowo, może nawet pojedziemy nad Jezioro Rożnowskie. To jest 30 km

Pięknie zakwitły. Toż, to już jesień prawie. Na końcu zabrałem się za kopanie pod altankę. Około 13:00 ruszyliśmy dopiero na rower. Basia też w tym czasie nie próżnowała - umyła łazienkę. Pojechaliśmy przez Dolinę Racławki chciałem Basi pokazać skałkę Powroźnikową. Jest do niej piękny długi asfaltowy zjazd. No i skałka jest niezwykłej urody. Pojechaliśmy daleko aż pod "czwórkę" prawie pod Olkusz i dopiero tam zawróciliśmy aby zjechać do tej skałki. Potem ja miałem ochotę pojechać jeszcze przez Krzeszowice i tam zahaczyć o lody. Basia jednak przypomniała sobie, że jest mnóstwo malin i zrobiła by chętnie placek. Ruszyliśmy więc znowu Racławką do domu. I na prostej drodze w połowie Racławki jadąc spacerowym tempie. Najechałem na kij, który tak nieszczęśliwie podskoczył.

Wplątał się w szprychy, przerzutkę i łańcuch. Nim zahamowałem złamał hak od ramy. To coś co mocuje przerzutkę tylną. Jeździłem po górach, Ukrainie. Kusząc los nigdy nie miałem zapasowego przy sobie. I tu nieopodal domu poszedł w drzazgi od zwykłego patyka. Owszem można jechać bez tego. Skracając łańcuch i nie używając przerzutek. Ale wziąłem od Basi rower, pognałem do domu i wróciłem samochodem. Muszę w poniedziałek jechać do serwisu, przecież w sobotę jadę na Ukrainę. Muszę też kupić zapasowy i wozić ze sobą.
A jutro wybieramy się do Ciężkowic do "Skamieniałego Miasta" Bierzemy rowery, ja wezmę rower Konrada. Tam Konrad się będzie wspinał, a my zwiedzimy wpierw pieszo teren, a potem rowerowo, może nawet pojedziemy nad Jezioro Rożnowskie. To jest 30 km
Komentarze