Wczoraj przeszliśmy pieszo 25 km. Ale to mało. Dziś dołożyliśmy kolejne 20 Tym razem Szrenica. Ale, że w planach mieliśmy pójść trochę dalej od Szrenicy w stronę Śnieżki, a potem jeszcze trzeba wrócić do samochodu. Postanowiliśmy, że wyjedziemy sobie na Szrenicę kolejką. To też atrakcja. Po za tym wyjście na Szrenicę jest mało atrakcyjne. Nie to co na Śnieżkę. Już na dole zaskoczenie. Kartka, że na górze wieje 10 m/s i jest 7 stopni. W zasadzie nie mieliśmy jakichś specjalnych kurtek. Basia bluzę, a ja... no właśnie zamiast góry od ciepłego ubrania jakimś cudem zabrałem spodnie. Ale my som twardzi. Wjechaliśmy na górę. Na szczęście kolejka szła równo i nie zdążyliśmy po drodze zamarznąć. Szybko założyliśmy peleryny. Mam takie porządne. Nie same worki foliowe, tylko takie profesjonalne z HiMountain. Doskonale chronią od wiatru i zatrzymują ciepło. W zupełności wystarczyło. Ruszyliśmy w stronę kotłów jak dwa czerwone kapturki. Chmury przewalały się z gwizdem przez szczyt. Czesi dmuchali na całego aby przegonić chmury od siebie. Na dole cały czas było widać pięknie słonecznie. Doszliśmy do Czarnej Przełęczy i Basia stwierdziła, że ma już dość wiatru i chciała by coś wreszcie zobaczyć. Zaczęliśmy schodzić. Zeszliśmy do Ścieżki nad reglami i to był strzał w przysłowiową dziesiątkę. Przepiękna ścieżka. Prawie jak w Tatrach. Basia była wniebowzięta. Powiedziała, że to chyba najładniejsza wycieczka na jaką ją do tej pory zabrałem. Przeszliśmy pod kotłami przez stawy i zeszliśmy do Marysina, tam gdzie zostawiliśmy samochód.
Komentarze