Wczoraj nie wyściubiliśmy nosa z domu. Lało jak z cebra od świtu do nocy. Wyszliśmy tylko na obiad. Za to nadrobiłem wszelkie zaległości w internecie. Obrobiłem wszelkie zdjęcia. Dziś nadal pada. Mimo tego zaplanowaliśmy wyjazd do Sztolni w Kowarach i jeśli by przestało padać, to jazdę do Szklarskiej i zwiedzenie wodospadów, których jest tam kilka. Niestety przestało padać dosłownie na moment. Zanim się zebraliśmy zaczęło na nowo. Same sztolnie takie sobie, warto było jednak wysłuchać przewodnika. Ciekawie opowiadał. To dawna kopalnia Uranu. Na koniec był też bardzo widowiskowy pokaz laserów. Na obiedzie byliśmy w "ruskiej" knajpie, a w zasadzie bistro. Były typowo rosyjskie dania, lub tylko brzmiące. Basia jest niereformowalna, wzięła typowo czeskie danie. Prażony ser :( Ja sobie pozwoliłem dziś na danie bezmięsne. W końcu dziś piątek. Placuszki-oładuszki z sosem jabłkowym przyprawionym cynamonem i goździkami. Mniam. Basia mi bardzo zazdrościła.

Dałem jej spróbować. A jutro z rana jedziemy do Świnoujścia. Szkoda, że w zasadzie od środy pada. Jeszcze sporo mieliśmy do zobaczenia. Aczkolwiek dwa najważniejsze pasma górskie przeszliśmy praktycznie całe. Ścieżka i Szrenica zaliczone czegóż chcieć więcej. Parę słów o noclegu. Nie polecam, taki późny socjalizm. Pokoik maleńki, maleńka łazienka z zasłonką na prysznicu czego nie znoszę. Te reklamowane siedziska z drzewa tekowego, to po prostu porażka, zajmują miejsce i nie ma na czym siedzieć. Sala kominkowa, która jest na stronce w galerii. Nie jest dostępna, można w niej jedynie zjeść śniadanie po wykupieniu śniadań w cenie 10 zł od osoby. Szkoda, bo jest wielka i wygodna, można by sobie tam usiąść, poczytać, czy nawet pogadać z resztą gości. Mógłby być tam choćby TV. Ten w pokoju jest lampowy. Dla mnie to żaden problem, ale Basia potrzebuje TV jak ryba wody. Szczególnie jak pada. Choć muszę przyznać, że przeczytała całą książkę wczoraj. Śmiejąc się i na przemian płacząc. Ten TV jak się go włączy, to przez jakieś 15 min nic nie widać, jedynie taką plamę. Są w nim trzy programy. To wszystko byłoby bez znaczenia jakby nie lało. W dni słoneczne wychodziliśmy o 10 i wracaliśmy o 20. Dziś nawet zostały włączone kaloryfery. Na zewnątrz było 13 stopni. Dla przypomnienia mamy Lipiec - lato jest.

Dałem jej spróbować. A jutro z rana jedziemy do Świnoujścia. Szkoda, że w zasadzie od środy pada. Jeszcze sporo mieliśmy do zobaczenia. Aczkolwiek dwa najważniejsze pasma górskie przeszliśmy praktycznie całe. Ścieżka i Szrenica zaliczone czegóż chcieć więcej. Parę słów o noclegu. Nie polecam, taki późny socjalizm. Pokoik maleńki, maleńka łazienka z zasłonką na prysznicu czego nie znoszę. Te reklamowane siedziska z drzewa tekowego, to po prostu porażka, zajmują miejsce i nie ma na czym siedzieć. Sala kominkowa, która jest na stronce w galerii. Nie jest dostępna, można w niej jedynie zjeść śniadanie po wykupieniu śniadań w cenie 10 zł od osoby. Szkoda, bo jest wielka i wygodna, można by sobie tam usiąść, poczytać, czy nawet pogadać z resztą gości. Mógłby być tam choćby TV. Ten w pokoju jest lampowy. Dla mnie to żaden problem, ale Basia potrzebuje TV jak ryba wody. Szczególnie jak pada. Choć muszę przyznać, że przeczytała całą książkę wczoraj. Śmiejąc się i na przemian płacząc. Ten TV jak się go włączy, to przez jakieś 15 min nic nie widać, jedynie taką plamę. Są w nim trzy programy. To wszystko byłoby bez znaczenia jakby nie lało. W dni słoneczne wychodziliśmy o 10 i wracaliśmy o 20. Dziś nawet zostały włączone kaloryfery. Na zewnątrz było 13 stopni. Dla przypomnienia mamy Lipiec - lato jest.
Komentarze