Plażowanie, Niemieckie piwo, a potem rower

Wczoraj było, tak jak być powinno. Przynajmniej do około 16:00 Było wręcz upalnie. Strzaskało nas jak przysłowiowe g... w betoniarce. Poszliśmy na plaże. Basia leżała i słuchała muzyki. Ja siadłem na leżaku zdjąłem koszulkę dosłownie na pół godziny. Nie lubię się opalać, ale było po prostu gorąco.



Leżeliśmy w sumie ponad dwie godziny. Bardzo mnie opaliło przez te pół godziny. Też trochę przyczyniła się przedwczorajsza jazda rowerowa w koszulce na ramionach takiej do biegania. Po plaży pojechaliśmy samochodem do Niemiec po piwo. Kupiłem w sumie sześć butelek. Trudno było wybrać z pośród kilkudziesięciu gatunków. A lodówka zaczęła mrozić po uwolnieniu jej z szafki. Otwarliśmy po prostu szafkę w której jest schowana. Byliśmy też na promenadzie w Świnoujściu ponownie, specjalnie aby jednak zrobić kilka zdjęć. Muszę się trochę wytłumaczyć/usprawiedliwić. Zafascynowany Ahlbeck stwierdziłem, że nie zrobię zdjęć w Świnoujściu czy w Międzyzdrojach. Swego nie znacie cudze chwalicie. Polska jest jednak pięknym krajem. Owszem porównanie tych promenad w całości wypada blado.



Ale jest dosłownie dwieście metrów tej naszej promenady, która lśni. Szkoda, że tylko taki mały odcinek. A na sam koniec już dnia ruszyliśmy na rower. Zamiar był taki, aby pojeździć sobie po samym Świnoujściu a w zasadzie po parku. Tak krótko pół godzinki. Ale nas trochę nosi. Przepłynęliśmy promem i pojechaliśmy na Karsibór, a nie jak przedtem napisałem Krasibór. Tam szlakiem wokół wyspy. Basia była zachwycona tą częścią gdzie jedzie się wzdłuż kanału. Potem mniej. Nie znaleźliśmy wspomnianego na wstępie szlaku pomnika lotników, ale też Basię trudno namówić do jakichkolwiek poszukiwań. Ma być prosto i ładnie inaczej bunt. Nawet nad pogodą powinienem panować i kierunkiem wiatru. Zwykle małe dziewczynki marzą o księciu na białym koniu. Basia chyba marzyła o czarodzieju albo cudotwórcy.


Trasa rowerowa 1144519 - powered by Bikemap 

Komentarze