Znowu jestem zapracowany. Po pracy idę na ogród i likwiduje ogrodzenie oddzielające ogród od Szarika. Rozbijam betonowe... nie wiem jak się to nazywa na ziemi pod ogrodzeniem. W każdym razie jak zawsze doświadczam inwencji twórczej budowniczych. Siatka wmurowana w podstawę. Musiałem wycinać szlifierką. A słupki wkopane na jakieś pół metra. To akurat prawidłowo. Ale wykopać taki... Urobiłem się dziś do zmroku. Ręce bolą okropnie od walenia młotem. Zdjąłem już całą siatkę i zostało mi w zasadzie tylko jedna trzecia ogrodzenia do rozwalenia tych betonowych podstaw i cztery słupki. Obciąłem też dziś wreszcie gałęzie czereśni. Zwisały prawie do ziemi. Zacząłem obcinać też niepotrzebne odrastające gałęzie leszczyn. Chce je trochę prześwietlić. A dodatkowo te gałęzie rosną prosto pionowo w górę i nadają się doskonale na "dzidki" do ogniska.
Komentarze