Na balkonie u Konrada słowik założył sobie gniazdo pod dachem. Trochę zanieczyszcza, ale w końcu to słowik. Do tego mimo pewnych niedogodności potrafię współistnieć nie tylko z ludźmi. Z drugiej strony to fajnie, że ptak czuje się na tyle bezpiecznie w takiej bliskości od człowieka, że założył gniazdo.

Na dodatek nie byle jaki ptak. Niestety dziś widzę, że są rozbite dwa jajka, albo jakiś drapieżnik napadł to gniazdo, albo po prostu słowik wyrzucił je z gniazda z jakichś powodów. Słowiki chyba nawet są pod ochroną. Nie zaglądamy, nie ingerujemy. Wyjąłem też kolejnego Szpaka z rynny, musiał wpaść dosłownie dziś. Całkiem rześki i przerażony. Muszę obstukiwać tą rynnę często. Nie było wprawdzie żadnego martwego tam ptaka, jedynie ten. Otwarłem zbiorniki z deszczówką, bo chyba nie ma co liczyć na deszcz. Zresztą jak będzie padał, to i tak uzupełni zapasy. Te węże kroplowe są naprawdę dobre. Mogę otworzyć na cały dzień i powoli woda sobie kapie. Po godzinie wokół otworu robi się plama wilgoci o średnicy pół metra. Wyznaczyłem też teren na altankę i skropiłem go we środę randupem. Teraz czekam aż trawa uschnie.
Nie chciało się nosić książek do szkoły, to teraz trzeba nosić kamienie. Z kostki pozostały mi dwa puste worki o pojemności 1,5 m sześciennego. Przenoszę kamień z pod leszczyn do nich. Ustawiłem je koło przyszłego domku gospodarczego. Przewiozłem już 15 taczek kamienia. Powoli go przenoszę, bo aż dziw bierze jak po dwóch niespełna latach zagłębił się w grunt. Już nie dziwię się, że całe miasta archeolodzy wygrzebują z ziemi. Pełno też w nim uschniętych liści. Idzie to powoli, bo chce go oczyścić z tego wszystkiego. Po za tym mam jeszcze sporo innych obowiązków. A tak ogólnie dziś zaczynam urlop. Aż do następnego poniedziałku. Nadal nie obrobiłem zdjęć i nie opisałem ostatniej wycieczki rowerowej. A już chce jechać na kolejną będąc na urlopie. Mam nadzieję, że nie będzie lało przez cały tydzień. A na koniec zdjęcie skończonej części przy kominku ogrodowym.

Na dodatek nie byle jaki ptak. Niestety dziś widzę, że są rozbite dwa jajka, albo jakiś drapieżnik napadł to gniazdo, albo po prostu słowik wyrzucił je z gniazda z jakichś powodów. Słowiki chyba nawet są pod ochroną. Nie zaglądamy, nie ingerujemy. Wyjąłem też kolejnego Szpaka z rynny, musiał wpaść dosłownie dziś. Całkiem rześki i przerażony. Muszę obstukiwać tą rynnę często. Nie było wprawdzie żadnego martwego tam ptaka, jedynie ten. Otwarłem zbiorniki z deszczówką, bo chyba nie ma co liczyć na deszcz. Zresztą jak będzie padał, to i tak uzupełni zapasy. Te węże kroplowe są naprawdę dobre. Mogę otworzyć na cały dzień i powoli woda sobie kapie. Po godzinie wokół otworu robi się plama wilgoci o średnicy pół metra. Wyznaczyłem też teren na altankę i skropiłem go we środę randupem. Teraz czekam aż trawa uschnie.
Nie chciało się nosić książek do szkoły, to teraz trzeba nosić kamienie. Z kostki pozostały mi dwa puste worki o pojemności 1,5 m sześciennego. Przenoszę kamień z pod leszczyn do nich. Ustawiłem je koło przyszłego domku gospodarczego. Przewiozłem już 15 taczek kamienia. Powoli go przenoszę, bo aż dziw bierze jak po dwóch niespełna latach zagłębił się w grunt. Już nie dziwię się, że całe miasta archeolodzy wygrzebują z ziemi. Pełno też w nim uschniętych liści. Idzie to powoli, bo chce go oczyścić z tego wszystkiego. Po za tym mam jeszcze sporo innych obowiązków. A tak ogólnie dziś zaczynam urlop. Aż do następnego poniedziałku. Nadal nie obrobiłem zdjęć i nie opisałem ostatniej wycieczki rowerowej. A już chce jechać na kolejną będąc na urlopie. Mam nadzieję, że nie będzie lało przez cały tydzień. A na koniec zdjęcie skończonej części przy kominku ogrodowym.
Komentarze