Miałem nie chodzić już do kina. Wiosna się zaczęła. Na środę zamówiłem bilety, a na kolejną też pewnie zamówię. Jak tu nie chodzić, jak ciągle jest coś ciekawego. Kupiłem też znowu w empiku książkę. Jejku kiedy ja to wszystko przeczytam. Tyle jest do oglądnięcia, tyle do przeczytania i tyle do napisania. W ostatniej WiŻ jak się można było spodziewać jest artykuł, bardzo ciekawy na temat marcowego trzęsienia ziemi. Japonia ma niesamowity system ostrzegania o trzęsieniach ziemi. Został uruchomiony w 2007 roku. Bazuje na tym, że gdy następuje wstrząs rozchodzą się od epicentrum dwa rodzaje fal. Podłużne i poprzeczne. Te pierwsze rozchodzą się dwa razy szybciej nie powodując praktycznie żadnych zniszczeń. Są rejestrowane przez sejsmografy. Informacja trafia do centrali. Tam następuje analiza. Następnie jest wysyłany sygnał do wszystkich telefonów komórkowych na zagrożonym terenie. Są stopowane wszystkie pociągi, ale tak sprytnie aby nie zatrzymywały się na wiaduktach. Są przerywane wszelkie operacje chirurgiczne. Windy zjeżdżają na maksymalnie najniższe piętra budynków zależnie od czasu do wystąpienia wstrząsu i drzwi są otwierane. Odcinany jest prąd, gaz. Wyłączane reaktory w elektrowniach. Wszystko odbywa się automatycznie. System kosztował kilka miliardów dolarów. Teraz zadziałał bezbłędnie. Co o elektrowni jądrowych. 10 zostało wyłączonych automatycznie bez awarii. Te, o których było głośno też. Niestety zbudowane falochrony o wysokości 6,5 metra nie zatrzymały 14 m fali.I to było przyczyną problemów. Fale zniszczyły wszystkie źródła zasilania do sterowania chłodzeniem. Przetrwał tylko obwód akumulatorowy, który jak wiadomo starczył tylko na dosłownie kilkadziesiąt godzin. Natomiast 40 innych reaktorów pracowało nadal bez problemów i tak naprawdę to zapobiegło ogromnej katastrofie. Bo bez prądu nic by nie działało.
A z innych bardziej przyziemnych rzeczy: Basia pojechała do pracy, ja zostałem w domu. Odkurzyłem, skosiłem trawnik. Rozwiesiłem pranie :) I na przyjazd Basi zrobiłem grilla. Choć nie dało się kolejny raz zjeść go na tarasie z uwagi na zimno 14 stopni i wiatr. Potem wybraliśmy się na krótką przejażdżkę rowerową. Dolinka Kobylańska i Będkowska i oczywiście przegonił nas deszcz. Ponadto mimo bielizny termoaktywnej pod strojem rowerowym - zmarzłem. Dobrze, że nie pojechałem na tą "wyprawę" Przemarzłbym po tych górach do kości. W zasadzie pada nadal. Jutro mamy jechać rowerami na prawie cały dzień. Coś czuję, że nic z tego nie będzie.
A z innych bardziej przyziemnych rzeczy: Basia pojechała do pracy, ja zostałem w domu. Odkurzyłem, skosiłem trawnik. Rozwiesiłem pranie :) I na przyjazd Basi zrobiłem grilla. Choć nie dało się kolejny raz zjeść go na tarasie z uwagi na zimno 14 stopni i wiatr. Potem wybraliśmy się na krótką przejażdżkę rowerową. Dolinka Kobylańska i Będkowska i oczywiście przegonił nas deszcz. Ponadto mimo bielizny termoaktywnej pod strojem rowerowym - zmarzłem. Dobrze, że nie pojechałem na tą "wyprawę" Przemarzłbym po tych górach do kości. W zasadzie pada nadal. Jutro mamy jechać rowerami na prawie cały dzień. Coś czuję, że nic z tego nie będzie.
Komentarze