Swego czasu na poprzednim pikniku Comarchowym odbył się mecz. Do wygrania była beczka piwa, taka 5-litrowa. Beczka traciła termin przydatności do spożycia 19 maja. Czyli we czwartek. Od dwóch tygodni w pracy przymierzaliśmy się aby ją wreszcie gdzieś wypić. Propozycje były różne. W końcu Prot zaproponował aby zrobić u niego ognisko. Kiedyś już po zbudowaniu domu robił ognisko u siebie. Tym razem z uwagi na prawie środek tygodnia zadeklarowało się 12 osób. Nikt niestety nie pomyślał aby schłodzić tą beczkę. Za to dokupiliśmy jeszcze innego piwa, kiełbasy i parę innych smakołyków.
Ja zdecydowałem się pojechać na rowerze. U Prota byłem po osiemnastej. Już prawie wszyscy byli. Oni pojechali prosto po pracy. Ja do domu. Zjadłem niepotrzebnie obiad i ruszyłem w drogę. Do Prota, jak się okazało mam 23 km jak by nie jechać. Wracałem od 21:00 do 22:30 Fajnie jedzie się tak w nocy. Wszystkie wsiowe drogi o dziwo są oświetlone. Jedynie zdecydowałem się na pewien skrót obok Doliny Kluczwody. Tam było ciemno jak... lampka rowerowa niewiele rozświetla ciemny las. Okazało się, że w jednym miejscu jest przejazd przez rzekę. Pamiętam go, bo dawno temu wybraliśmy się tam kiedyś ze znajomymi i ich syn przechodząc przez ten brud poślizgnął się i wpadł do wody. Po prostu nie mam tam mostka, a jedynie dno jest wyłożone betonowymi płytami. Ale wody było tam zwykle po kostki. Tym razem w ciemności kompletnie nie mogłem się zorientować ile jest wody. Okazało się, że znacznie więcej. W efekcie zanurzyłem całe buty. Na szczęście było ciepło i blisko do domu. Z ogniska jest krótki filmik niepubliczny, ale może jak go tu wkleję, to będzie można oglądać. Filmik jest nakręcony tą rowerową kamerką. Ona niespecjalnie nadaje się do filmowania postaci. Ma szerokokątny obiektyw i trochę zniekształca. Jest też mapka drogi jaką jechałem. Niewiele osób czyta tego bloga, więc chyba nie naruszę specjalnie jego prywatności umieszczając te mapki tutaj.
Ja zdecydowałem się pojechać na rowerze. U Prota byłem po osiemnastej. Już prawie wszyscy byli. Oni pojechali prosto po pracy. Ja do domu. Zjadłem niepotrzebnie obiad i ruszyłem w drogę. Do Prota, jak się okazało mam 23 km jak by nie jechać. Wracałem od 21:00 do 22:30 Fajnie jedzie się tak w nocy. Wszystkie wsiowe drogi o dziwo są oświetlone. Jedynie zdecydowałem się na pewien skrót obok Doliny Kluczwody. Tam było ciemno jak... lampka rowerowa niewiele rozświetla ciemny las. Okazało się, że w jednym miejscu jest przejazd przez rzekę. Pamiętam go, bo dawno temu wybraliśmy się tam kiedyś ze znajomymi i ich syn przechodząc przez ten brud poślizgnął się i wpadł do wody. Po prostu nie mam tam mostka, a jedynie dno jest wyłożone betonowymi płytami. Ale wody było tam zwykle po kostki. Tym razem w ciemności kompletnie nie mogłem się zorientować ile jest wody. Okazało się, że znacznie więcej. W efekcie zanurzyłem całe buty. Na szczęście było ciepło i blisko do domu. Z ogniska jest krótki filmik niepubliczny, ale może jak go tu wkleję, to będzie można oglądać. Filmik jest nakręcony tą rowerową kamerką. Ona niespecjalnie nadaje się do filmowania postaci. Ma szerokokątny obiektyw i trochę zniekształca. Jest też mapka drogi jaką jechałem. Niewiele osób czyta tego bloga, więc chyba nie naruszę specjalnie jego prywatności umieszczając te mapki tutaj.
Komentarze