Kolejne wolne dni i znowu nie ma szans na dłuższą wycieczkę rowerową. Zresztą jak sobie spojrzałem na mapę parę dni temu. Zainteresowała mnie trasa od Myślenic przez pasmo Babicy po Koskową Górę i pasmem Koskowej przez Kotoń do Pcimia. Zastanawiałem się też nad wjazdem na Chełm i zjazdem kolejną, trzecią już drogą do Myślenic. Z braku pogody taką drogą ruszyłem. To jest jakieś 50 km po górkach. Wycieczka na jeden dzień. Na popołudnie zapowiadali opady, a na dodatek dzień wcześniej murowałem podest przy kominku i musiałem dziś myjką zedrzeć resztki zaprawy. Wstałem więc o 6:00 rano i w Myślenicach byłem już o 7:30. Ruszyłem na czerwony szlak. Pasmo Babicy jest rewelacyjne do jazdy rowerem. W zasadzie całe można przejechać nie zsiadając z roweru. Podjazdy nie są zbyt strome, a szlaki przejezdne. Zdziwiony byłem jedynie ilością wody na szlaku. Tutaj ostatnimi dni musiało mocno padać. W pewnym momencie przejeżdżając miedzy dwoma rozlewiskami. Tylne koło się obsunęło, ja zachwiałem i wpadłem do wody prawie po kolano. Po kostkę w błoto. Rano ubrałem oprócz stroju kolarskiego bieliznę termoaktywną. Rano było 4 stopnie. Od tej bielizny kalesony mają długą nogawkę. Do kolana miałem mokrą. Około 9 rano zaczęło się robić gorąco. Wlazłem więc w zagajnik i zdjąłem te ciepłe rzeczy. Teraz jechało się już komfortowo jak na maj przystało. Na Koskową Górę szlak okazał się w jednym miejscu bardzo kamienisty i bardzo stromy. Na następny raz mam plan, aby z nocować na Koskowej Górze. Wypatrzyłem kilka potencjalnych miejsc. Po drodze na górę robiąc zdjęcia. Wlazłem na pieniek i obok nogi spostrzegłem jaszczurkę. Ciekawie na mnie zerkała zupełnie się nie bojąc. Dzięki temu pozowaniu mogłem do woli porobić jej zdjęcia. Z Koskowej góry pojechałem żółtym szlakiem aż do Pcimia. Ten szlak też jest bardzo łatwy do jazdy, a na koniec mamy kilkukilometrowy zjazd aż do asfaltu w Pcimiu. Niewielu ludzi spotykałem, ale starałem się nawiązywać z nimi kontakt. Jakoś tak spodobało mi się to jak byłem na Ukrainie. Zawsze teraz staram się zagadać coś do spotykanych ludzi. To taka wartość dodana na takiej wycieczce. Zawsze spotkani ludzi okazują się bardzo rozmowni i ciekawi. W Pcimiu przy sklepie spotkałem nawet dziadka na elektrycznym wózku. W piętnaście minut opowiedział mi historię swojego życia. Bardzo to miłe. Chyba zacząłem wzbudzać ostatnio zaufanie.
A przy okazji na koniec chciałem zdementować pewne wyobrażenie o mojej jeździe na rowerze. Owszem jestem chwalipięta i zarozumialec i może ze sposobu moich wypowiedzi w pracy zrodził się taki pogląd, że ta moja jazda po górkach to takie straszne wyzwanie i nie wiadomo jaki wysiłek i w ogóle superhero. Otóż na rowerze po górkach jeżdżę tylko i wyłącznie dlatego, że na rowerze jestem w stanie przejechać znacznie więcej i zobaczyć znacznie więcej na raz w jeden dzień. Wczoraj przejechałem prawie 60 km. Raczej pieszo nie da się tego zrobić w jeden dzień. Pod górę jedzie się tak samo szybko jakby się szło, nawet czasami wolniej, trudniej. Trzeba pchać rower po kamieniach, za to po prostym, czy z góry znacznie szybciej. Do tego dojazd ulicą między górkami jest zdecydowanie szybszy. To nie prawda, że wjeżdżam na górę. Owszem na Babicę od Myślenic da radę cały czas jechać bez jakiegoś większego wysiłku. Nie da się jechać po bardzo stromej i na dodatek kamienistej ścieżce. Zresztą nie wysilam się. Często prowadzę, nawet wtedy gdy po prostu chce odpocząć. Jak jechałbym tak szybko jak szedł pieszo, to raczej prowadzę o ile jazda jest męcząca. Tak samo z góry. też prowadzę jeśli jest stromo czy kamieniście, a jak próbuję jechać, to wiadomo jak się to kończy - leżę. To naprawdę nic wielkiego taka jazda rowerem po górach. Po prostu skuteczniejszy sposób na zwiedzanie.
![]() |
| Od Beskid Makowski |
A przy okazji na koniec chciałem zdementować pewne wyobrażenie o mojej jeździe na rowerze. Owszem jestem chwalipięta i zarozumialec i może ze sposobu moich wypowiedzi w pracy zrodził się taki pogląd, że ta moja jazda po górkach to takie straszne wyzwanie i nie wiadomo jaki wysiłek i w ogóle superhero. Otóż na rowerze po górkach jeżdżę tylko i wyłącznie dlatego, że na rowerze jestem w stanie przejechać znacznie więcej i zobaczyć znacznie więcej na raz w jeden dzień. Wczoraj przejechałem prawie 60 km. Raczej pieszo nie da się tego zrobić w jeden dzień. Pod górę jedzie się tak samo szybko jakby się szło, nawet czasami wolniej, trudniej. Trzeba pchać rower po kamieniach, za to po prostym, czy z góry znacznie szybciej. Do tego dojazd ulicą między górkami jest zdecydowanie szybszy. To nie prawda, że wjeżdżam na górę. Owszem na Babicę od Myślenic da radę cały czas jechać bez jakiegoś większego wysiłku. Nie da się jechać po bardzo stromej i na dodatek kamienistej ścieżce. Zresztą nie wysilam się. Często prowadzę, nawet wtedy gdy po prostu chce odpocząć. Jak jechałbym tak szybko jak szedł pieszo, to raczej prowadzę o ile jazda jest męcząca. Tak samo z góry. też prowadzę jeśli jest stromo czy kamieniście, a jak próbuję jechać, to wiadomo jak się to kończy - leżę. To naprawdę nic wielkiego taka jazda rowerem po górach. Po prostu skuteczniejszy sposób na zwiedzanie.

Komentarze
A tak odpowiadając na komentarz z Prawa Murphy'ego, to faktycznie, dobra uwaga, aby głośno krzyczeć o wszystkim dobrym. I pisać najlepiej o samym dobrym. Ale w chyba w naturze człowieka, że najczęściej zatrzymujemy się nad tymi złymi i niedobrymi informacjami. Dziękuję i pozdrawiam.