Zwykle korespondencję reklamową wyrzucam do kosza bez otwierania. Takie dwie koperty z Ikea ostatnio znalazłem w skrzynce. Coś mnie jednak tknęło i otwarłem. Patrzę - w każdej bon na 20 zł. Pomyślałem sobie czemu nie, ale podejrzliwie przeczytałem, czy aby nie trzeba kupić czegoś za 1000 zł aby skorzystać z bonu. Nie. Okazuje się, że aby bon zrealizować. Trzeba dopłacić do niego minimum 1 zł. Czemu nie. Skoro dają za darmo, a na dodatek codzień przejeżdżam obok Ikea, to wstąpię i kupie choćby żarówki za 40 zł. Dziś akurat jechaliśmy z Basią i wstąpiliśmy. Kupiliśmy sześć ręczników płacąc za nie 2 zł. Nie najlepszej jakości te ręczniki. Toż to Ikea. Ale za dwa złote! Nie lubię wyrobów z Ikea. Jedyne co w domu jest z tego sklepu. To poster na ścianie z widokiem na NY jeszcze z wieżami. Bardzo ładny obrazek. Po prostu nie odpowiada mi ten surowy styl z Ikea. Dla mnie przedmioty w domu muszą mieć własną historię. A te z Ikea wyglądają jakby były zrobione w podstawówce na ZPT. Zawsze mi się kojarzyły, że są to wyroby do maciupkiego mieszkanka w bloku. Zresztą oni mają takie rozwiązania. Np. Biurko wysuwane z szafy. Oczywiście po uprzednim złożeniu łóżka do tejże szafy.
Komentarze