No i leje, z rana żałowałem, że nie pojechałem na rower. Zabrałem się za prace ogrodowe. W między czasie zawiozłem Konrada do Zimnego Dołu. Skończyłem obrzeża, choć Basia stwierdziła, że przydałoby się jeszcze w jednym miejscu. I chyba faktycznie zrobię. Ale to kwestia godziny - dwóch. Skończyłem w zasadzie już w deszczu. Burza i deszcze już jest od ponad pół godziny. Dobrze, że się nie wybrałem. Myślę, że w poniedziałek pojadę. Na jakieś dwa trzy dni. Nie wiem ile zajmie mi przejazd. Plan mam ambitny, może się uda. Jestem spakowany. Basia zażyczyła sobie dziś grilla, ale nie wiem czy przestanie padać. Niezbyt dobrze to wygląda.
Komentarze