Jest u nas ksiądz staruszek. Ma chyba z 80 lat. Nadal jest aktywny. Prowadzi msze i komunikuje. Basia nie znosi jak ten ksiądz prowadzi msze. Myli się, kaszle. Ogólnie ma problemy nawet z wejściem na ołtarz. Dla mnie jest on przykładem człowieka kochającego życie. Nie zasiadł w fotelu i nie czeka na śmierć. Podziwiam takich ludzi. Owszem potrzebuje pomocy. Ale nie czeka na nią. Widać jedynie, że pozwala sobie pomagać, ale jej nie oczekuje. Radzi sobie jak może, jest niedołężny, ale mnie przynajmniej jest miło patrzeć na jego starania. Widzę w nich ogromną moc i chęć życia. To jest jeden z niewielu ludzi którym na pewno miło jest pomagać w chwilach słabości i niemocy. Emanuje z niego ogromna chęć życia. Tacy ludzie są dla mnie mentorami i idolami. Tak chciałbym dobiec kresu życia. Basia ciągle się irytuje i mówi, że nie powinien prowadzić już mszy. Dziś przy komunikowaniu. Do tego właśnie księdza zaczął podążać drugi staruszek prowadzony przez zapewne swojego syna. Tamten cierpliwie czekał, bez zniecierpliwienia i bez pobłażania czy fałszywego zatroskania. Po prostu czekał wiedząc, że ten drugi potrzebuje więcej czasu na dojście i tyle. On sam też człapie przez kościół długo, ale zawsze uśmiechnięty i pogodny. Niestety większość ludzi nie potrafi się pogodzić ze starością i mają pretensje do całego świata, że są niedołężni i chorzy. Robią się na starość po prostu wredni i pasożytują na dobroci innych. Żyją kosztem innych. Nie starają się i uważają, że skoro są starzy to mogą nie wstawać z fotela przed TV, a wszyscy powinni koło nich robić. Jest też w Rudawie facet na wózku inwalidzkim. Co dzień rano jeździ do sklepu na zakupy, pewnie dla rodziny która pracuje. Musi wjechać na wiadukt kolejowy. Wjeżdża tyłem na wszelki wypadek jakby się zsunął. Takich ludzi podziwiam.
Komentarze