No i znowu byłem dziś w empiku. No i znowu kupiłem książkę Clarka. A czytać nie ma kiedy. No, a potem poszliśmy po lody. Była trochę niezręczna sytuacja, bo poprosiłem o rachunek. Pani przyniosła na talerzyku, taki składany, co to się w niego wkłada banknot. Więc włożyłem. Czekał aż pani przyjdzie. I nagle pani zza moich pleców podeszła, błyskawicznie zabrała talerzyk i poszła. Ja z pełnymi ustami nie zdołałem powiedzieć sakramentalnego "dziękuję". A po chwili pani znowu błyskawicznie zza moich pleców położyła talerzyk z resztą. Ja zdumiony znowu nie zdążyłem zareagować. Ale po chwili odwróciłem się i poprosiłem panią, podałem jej talerzyk, przeprosiłem i powiedziałem, że reszta dla pani. No jakoś to wyszło. W każdym razie pani się uśmiechnęła i podziękowała. Potem Basia sobie pojechała, a ja podreptałem na ostatnie zebranie w liceum Konrada. Dostałem kartkę z jego propozycjami ocen na koniec roku. Dumny schowałem ją do portfela. Zebranie się skończyło i poszedłem do domu. Konrad jutro jedzie znowu do "Stolycy" Pisać ogólnopolski z Polaka. W tamtym tygodniu pisał z Łaciny. Nie zajął jakiegoś rewelacyjnego miejsca, ale i tak próg był 30% aby nie pisać matury. Z Polaka wystarczyło zostać finalistą, tak, że jutro nawet jak nic nie napisze, to nie ma znaczenia.
Komentarze