Psi żywot dobiegł końca.

Szarik zakończył dziś w samo południe swój psi żywot. Z piątku na sobotę jeszcze przemieszczał się po ogrodzie. Rano spał gdzie indziej niż wieczorem. Stąd wiem, że był w stanie jeszcze się poruszać. W sobotę nie był w stanie już wstać. Próbował, ale nie dał rady. Przynosiłem mu wodę w miseczce i podstawiałem pod pysk. Tak od czasu do czasu jeszcze był w stanie pić. Ale to było tylko takie chłeptanie. I widać było, że raczej ma problemy z przełykaniem. Zadzwoniłem do weterynarza ale to sobota. Miał gości w domu, a ten w Krzeszowicach był gdzieś w trasie. Z drugiej strony jakie ja mam prawo zakończyć, życie psa. Nie byłem przekonany czy nie powinienem mu pozwolić po prostu zdechnąć w spokoju. Przeniosłem go tylko do garażu, bo pogoda zrobiła się fatalna. Już wczoraj wieczorem w garażu narobił pod siebie. Był w stanie jedynie unieść głowę. Już nawet nie chciał pić z podstawionej miski. Dziś przyjechał weterynarz i stwierdził, że przestały funkcjonować trzustka i wątroba. Zanikły też mięśnie nawet w okolicach czaszki. Powiedział, że to już musiało zacząć się przed zimą. Był bardzo zdziwiony, że pies dożył 14 lat. Tej rasy psy dożywają najwyżej 12 lat. Oczywiście jedynym wyjściem stała się eutanazja. Nawet nie spytał się o moje zdanie, a ja bałem się protestować. Oddech Szarika stał się dziś już płytki i chrapliwy. Trudno go było nawet umyć i przesunąć. To w końcu pies. Ale mimo to ciężko człowiekowi na duszy. Z Konradem wykopaliśmy na ogrodzie dół. Ale nie jestem w stanie go zasypać tak szybko. Wiem, że już nie wstanie. Ale poczekam do wieczora.

Komentarze

recoleta pisze…
Współczuję. Zwierzak, nie zwierzak, to istota, która cierpi tak samo jak człowiek. Nie mówiąc o tym, że człowiek się do zwierzaka bardzo przywiązuje. Wiem coś o tym, bo mam 3 koty. Moja persica też ma 14 lat, jest niewidoma i przeszła sporo chorób, ale obecnie nawet nieźle się trzyma, nauczyła się żyć w ciemności.
marko pisze…
Przykre, czasem wspominales o wiernym piesku, tez mialem kiedys psa zwykly kundel (mieszaniec) po 6 latach zaginal i wiecej sie juz nie odnalzal, pamietam to jak dzis bedac juz 16 latkami jak ryczelismy
Nomad pisze…
Dziękuję. Do zwierząt przywiązujemy się tym bardziej, że zwierzęta nie oszukują, nie krzywdzą i nie kłamią. Owszem jest to zupełnie inna miłość. Pozbawiona bólu. Może przez to mniej burzliwa i mniej zapadająca w pamięć. To tym dziwniejsze, że zwierząt w zasadzie nie cechuje altruizm i nie można nic od nich oczekiwać, co nie przyniesie im zysku. Ale czy człowiek naprawdę potrafi być altruistyczny? Od dawna mnie to męczy. Ktoś kiedyś powiedział, że altruizm ewolucyjnie się opłaca.