Na początek wspaniała wiadomość. Konrad nie musi pisać matury z "polaka" został olimpijczykiem. Udało się. Tyle pracy. Nauka w wakacje, we ferie. A tak się bałem. Teraz ma zaliczone na 100% rozszerzoną. Droga na wybrany kierunek studiów staje się coraz gładsza i szersza. A najważniejsze, że ma teraz luzik. Został też olimpijczykiem z Łaciny. To też będzie na 100% z rozszerzonej. Próbował jeszcze z Historii, ale zrezygnował prawie dwa miesiące temu skupiając się na tych dwóch przedmiotach. Chyba też będzie zwolniony z tej całej prezentacji. W sobotę miał ustną część. Potem przyjechał do domu i pojechał na zawody wspinaczkowe do Katowic. Tam telefonicznie dopiero dowiedział się, że zaliczył.
A ja miałem w sobotę pojechać do rodziców na rowerze. Z braku śniegu strasznie ciągnie mnie na rower. Zbudziłem się rano, ale zaczęło wiać, a na dodatek szron na trawie. Do rodziców w jedną stronę jest ponad 40 km. Na dodatek jakby nie jechać to trzeba przekroczyć Wisłę i autostradę. Zwykle jadę przez Kraków, bo tak jest najbliżej. Jak nic schodzi w trzy godziny w jedną stronę. U rodziców pobyć 2 godziny. To daje 8 godzin. Dałem sobie spokój. Tym bardziej, że miałem wiele pracy. Jak to w sobotę. Dodatkowo obiecałem Tacie, że kupię mu golonko, takie jak kupuje na placu. Wędzone i gotowane. Kupiłem trzykilowe, a chciałem jeszcze kupić piwo do tego w Zabierzowie. Jest tam sklep z takimi lepszymi gatunkami. Zadzwoniłem i powiedziałem im, że przyjadę samochodem z Konradem w niedzielę. A samo w sobotę popracowałem trochę na ogrodzie. Odkurzyłem dom i pojechałem na trzy godzinki na rower. Było fajnie, choć jak wracałem zaczęło mroźnie wiać i trochę mi nogi mimo podwójnych skarpet i solidnych butów przemarzły. Oczywiście miałem kamerkę i zmontowałem króciutki filmik.
A ja miałem w sobotę pojechać do rodziców na rowerze. Z braku śniegu strasznie ciągnie mnie na rower. Zbudziłem się rano, ale zaczęło wiać, a na dodatek szron na trawie. Do rodziców w jedną stronę jest ponad 40 km. Na dodatek jakby nie jechać to trzeba przekroczyć Wisłę i autostradę. Zwykle jadę przez Kraków, bo tak jest najbliżej. Jak nic schodzi w trzy godziny w jedną stronę. U rodziców pobyć 2 godziny. To daje 8 godzin. Dałem sobie spokój. Tym bardziej, że miałem wiele pracy. Jak to w sobotę. Dodatkowo obiecałem Tacie, że kupię mu golonko, takie jak kupuje na placu. Wędzone i gotowane. Kupiłem trzykilowe, a chciałem jeszcze kupić piwo do tego w Zabierzowie. Jest tam sklep z takimi lepszymi gatunkami. Zadzwoniłem i powiedziałem im, że przyjadę samochodem z Konradem w niedzielę. A samo w sobotę popracowałem trochę na ogrodzie. Odkurzyłem dom i pojechałem na trzy godzinki na rower. Było fajnie, choć jak wracałem zaczęło mroźnie wiać i trochę mi nogi mimo podwójnych skarpet i solidnych butów przemarzły. Oczywiście miałem kamerkę i zmontowałem króciutki filmik.
Komentarze