Od dawna zwlekałem. Miałem iść w styczniu, ale byłem przeziębiony. Pomyślałem, że odczekam do końca stycznia. I tak zwlekałem i zwlekałem. Ciągle nie było czasu. A tak podświadomie bałem się, że i tak nic z tego nie będzie. Już, już wczoraj, ale musiałem zostać trochę w pracy. Dziś wreszcie zmobilizowałem się cały i pojechałem. Znajome schody, znajoma pani w szatni. Krętymi schodami w górę. Sam do okienka, odwracam się a tu istny tłum. Za chwilę z korytarza grupka w białych habitach. Co to? jakiś dzień oddawania krwi dziś? Zaznaczyłem wszystkie kratki jak należy. Pani wyssała trochę do badania. Przypomniałem, że z żyły, bo miałem kłopoty z "eozynofilami" i trzeba sprawdzić. Pani okazała się poinformowana. Potem czekanie na wizytę w gabinecie, wreszcie woła. Idę z duszą na ramieniu w przekonaniu, że pewnie znowu ponad normę. Z miny nic nie udaje się wywnioskować. Siadam jak skazaniec, spuszczam głowę w oczekiwaniu na wyrok. - No... to dziś ładnie, eozynofile spadły.
O mało nie podskoczyłem. - Ma pan na poziomie 3, a bywało grubo ponad 10. Mogę oddać krew. Nie wiem czym je w końcu załatwiłem. Może to antybiotyk w grudniu, a może... Mam pewną teorię. Kiedyś o tym czytałem. Ale to już w innym blogu. W każdym razie wracam do gry, znowu w kalendarzu mogę ustawić termin za 52 dni. Znowu mam nadzieję będą wzywali na oddawanie płytek. Będę czuł się bohaterem, znowu będę czuł się potrzebny. Pierwszy raz zdarzyło mi się czekać w kolejce do fotela, tyle było ludzi. Zabrałem czekolady i pognałem szczęśliwy o pół litra lżejszy do domu.
O mało nie podskoczyłem. - Ma pan na poziomie 3, a bywało grubo ponad 10. Mogę oddać krew. Nie wiem czym je w końcu załatwiłem. Może to antybiotyk w grudniu, a może... Mam pewną teorię. Kiedyś o tym czytałem. Ale to już w innym blogu. W każdym razie wracam do gry, znowu w kalendarzu mogę ustawić termin za 52 dni. Znowu mam nadzieję będą wzywali na oddawanie płytek. Będę czuł się bohaterem, znowu będę czuł się potrzebny. Pierwszy raz zdarzyło mi się czekać w kolejce do fotela, tyle było ludzi. Zabrałem czekolady i pognałem szczęśliwy o pół litra lżejszy do domu.

Komentarze