Praca we młynie.

Wdrażamy nową metodykę pracy. Agile Znowu zmiany i zamieszanie lub "zamięszanie" jak u Witkacego :) Tak jestem ostatnio pod wrażeniem "Pożegnania jesieni" No a mamy pożegnanie zimy, choć dziś z rana to raczej powrót. Ha dygresje, dygresje. To też Witkacy! z Narkotyków. A niektórzy mówią, że czytanie to strata czasu. A tu jak pięknie człowiek może się wykazać elokwencją, znajomością literatury, oczytaniem. Słowem wykształcony człowiek ze mnie. Buhaha! "Tempy" burak ze wsi i tyle. Zarozumialec. Bez związku ta dygresja? Nie, nie. Zaraz wszystko będzie miało związek, ale tylko dla w miarę błyskotliwych, żeby nie powiedzieć "inteligientnych" Dobra wracajmy do głównego wątku. Otóż w związku z tą nową metodyką zostałem "scrum masterem" Dostałem sześć osób i będę zarządzał. No dobra, bardziej koordynował. W każdym razie czym bardziej opieram się wszelkim odpowiedzialnym funkcjom, tym bardzie je dostaje. Przecież zrezygnowałem z kierownictwa oddziału wrocławskiego. Na wszelkich rozmowach z przełożonymi daje do zrozumienia, że nie chcę być żadnym kierownikiem. Ostatnio nawet już jawnie to mówię! Ja chcę być zwykłym programistą.


Lubię jak ktoś mi w pracy dyktuje co mam robić. To taka moja słodka perwersja. Jedni wolą dominować w pracy, a w seksie odreagować i być uległymi. Ja odwrotnie... Ups, tego to mogłem nie pisać. Hmm... Oglądałem jakiś film, że mi się tak kojarzy z seksem? O Dorian Gray! Znowu dygresja. Mówi się, że ktoś jest oczytany, a jak oglądał wiele filmów? Wracamy na właściwe tory... No i od poniedziałku zaczynamy pracę we młynie, zobaczymy co z tego wyjdzie. Muszę sobie przypomnieć którzy to te sześć osób, nie spamiętałem. Takich zespołów jest kilka. W poniedziałek robimy spotkanie. Na razie jeszcze nie bardzo zrozumiałem czy ja je mam prowadzić. Czy ten ogólny... no jak mu tam. E... niech będzie po prostu R. A co do R. wczoraj się zezłościłem. No bo przedwczoraj chciał zorganizować spotkanie od 15:00 do 16:30. Ja pracuje do 15:00 wyjaśniłem mu, że owszem mogę zostać po godzinach, ale muszę to wiedzieć co najmniej dzień, dwa wcześniej. Bo ja mam jeszcze życie prywatne oprócz zawodowego. Wczoraj rano patrzę w mailach, a ja mam znowu zaproszenie na spotkanie od 15:00 No wziąłem i odrzuciłem. Za chwile "skypuje" do mnie z Lublina gość, aby wpłynąć na R. i przełożyć spotkanie na wcześniej, bo on już mu wiele razu mówił, że pracuje do 15:00. Wbrew pozorom wielu programistów tak ma, owszem rasowi przychodzą do pracy na 12:00. Potem przyszedł B. - Kurcze mówiłem R., że ja wychodzę o 15:00. To już nas trzech. Poradziłem aby również odrzucili spotkanie. Około 11:00 R. mówi do mnie - wiesz mamy dziś spotkanie. Ja na to - Nie, z taką emfazą na końcu. I mówią tak: Zorganizujmy o 7:00 w poniedziałek. Czym Twoje przyjście o 7:00 rano różni się od mojego zostania po 15:00? W końcu spotkanie zostało przełożone na 13:00. Ale wracając do funkcji kierowniczych. Zastanawiałem się jakie ma to u mnie podłoże. Zacząłem trochę grzebać w dzieciństwie. Może to moje stosunki z Tatą, który był bardzo władczy. Wzorem tego jak Konrad chce pisać wiersze, a nie programy. Ja też za nic nie chcę być jak On. A może, to, że mimo tego w dzieciństwie zwykle w jakiejkolwiek grupie natychmiast przejmowałem inicjatywę i prowadziłem ich do zwycięstwa. Może dla tego, że koleżanki Basi ze wsi zazdrościły jej w miarę inteligentnego i przystojnego chłopaka z miasta :) I to, że okropny ze mnie był i jest mam nadzieję mniej zarozumialec w ich oczach. I panicznie boję się ciągle posądzania o to. I na siłę chcę pokazać, że taki nie jestem, choć i tak jestem taki jak mnie widzą. Jakoś tak dziwnie reaguje na opinie innych, niby to deklaruję, że mnie nie interesuje co o mnie mówią. A jednak, okropnie wziąłem sobie do serca to, jak kiedyś ktoś powiedział, że mówię o pracy. No tak, bo to były czasy, gdzie wszyscy pracowali na państwowych posadach, a ja trafiłem do prywatnej firmy i byłem nią zafascynowany. Jak nożem uciął przestałem o tym wspominać. A koleżanka, ta od czasu gdy znalazła pracę w takiej firmie. Jedynym jej tematem jest praca. Też kiedyś wziąłem sobie do serca to, że jak Konrad się urodził, ktoś zapytał czy Konrad wcześniej nauczy się programować, czy mówić. Od tej pory robiłem wszystko aby tylko nie chciał się zajmować elektroniką czy informatyką, czego zaczynam żałować, bo boję się o jego przyszłą pracę. A nade wszystko chcę zachować dystans między pracą, a prywatnością.

Komentarze