Dziś po pracy pojechałem umówić się na przegląd samochodu, potem umówić się na mycie samochodu na jutro na 14:30. Przecież nie pojadę takim brudnym na przegląd. Rano kupiłem żarówki, bo okazało się, że padła jedna postojowa. Zawsze mam zapas na wymianę. Wymieniłem i padła druga z drugiej strony. Więc kupiłem kolejną i wymieniłem po przyjeździe do domu, ale coś mnie tknęło i sprawdziłem wszystkie przed przeglądem. Patrzę a tu stop nie świeci. Jakieś fatum. Wymieniłem z zapasu i jutro znowu muszę kupić na zapas. Po pracy pojechałem wypłacić pieniądze. W pracy bankomat nieczynny. Pojechałem do Reala. Przy okazji kupiłem pieczywo. Potem na plac po ryby i owoce. Następnie do Rudawy na fermę po jajka i jeszcze do lewiatana po muszyniankę. Na placu kupiłem też nogi wędzone dla Szarika. W domu dałem jeść psu i zmieniłem mu wodę. Mam już dość tego zmieniania co chwila wody. Ciągle mu zamarza. Trzy razy dziennie trzeba mu zmieniać wodę. Na szczęście mam dwa wiadra. Kiedy jedno odmarza drugie zamarza. Rozpakowałem wszystko, pochowałem w lodówce. Pomyłem naczynia z rana i z Konrada obiadu. Ja mu kiedyś wsadzę "łeb" do zlewozmywaka jak nie zacznie od razu po sobie zmywać. Zabrałem się w końcu za obiad. Jarzynka na patelnie z łososiem. Łosoś tak fajnie się rozpada na patelni i wychodzi taka jarzynka posypana drobinkami łososia. Dużo brokułów i dużo łososia. Choć przez chwilę zastanawiałem się nad fasolką szparagową z łososiem. Przyszła Basia i dosłownie na chwilę odwróciłem się od kuchenki, a ona zdążyła wkroić jakąś obrzydliwą szynkę do tego. Zabiła skutecznie zapach i smak łososia. Zagotowałem znacznie szybciej niż patelnia. Wygarnąłem jej, że to jej obowiązek robić zakupy i gotować obiad. A ja jestem od przeglądów samochodów, kosiarek. Malowania ścian, przetykania kibla. Przesuwania szaf, dawania komuś w zęby i załatwiania innych tego typu spraw. A skoro już za nią zmywam talerze, robię zakupy i obiad. To niech mi się nie wtrynia i nie psuje obiadu. Uch... Baby do garów!
Komentarze