Wirusy i bakterie

No i lekkie przeziębienie skończyło się u lekarza. Jestem na L4 do końca tygodnia. To jest ciekawe, bo w zasadzie w sobotę przeszło mi całkowicie. A w niedzielę odwiedziliśmy koleżankę Basi i u niej zaczęło mnie brać od nowa. Nie wiem czy to w związku z tym, że wybraliśmy się spacerem do niej, a bardzo wiało i było nieprzyjemnie. Czy tak jak Basia twierdzi, jestem uczulony na kota. A kot u koleżanki ciągle się tam szwendał. Jak w ogóle można zwierzęta w domu trzymać? Wiem, wiem, to są udomowione zwierzęta. Koza też, a jednak trzyma się ją w stajni. Coś faktycznie chyba w tym jest, lekarz stwierdził, że infekcja jest wirusowo-bakteryjna. We wtorek rano w pracy nie wytrzymałem i zacząłem dzwonić do naszego firmowego lekarza. Termin: środa na 12:40 Zadzwoniłem więc do wsiowego ośrodka. Dopiero od 15:00 pan doktor przyjmie. Po następnej godzinie męczenia się. Nie wytrzymałem, spakowałem się i pojechałem do domu. Mam straszny kaszel i chciałem oszczędzić kolegów. Dzisiejsza noc była tragiczna. Teraz jest już trochę lepiej. Wczoraj po 15:00 pojechałem do tego wsiowego ośrodka i okazał się lepszy od prywatnej służby zdrowia jaką oferuje nam firma. Zostałem odsłużony dosłownie w 15 min. Dostałem antybiotyk na te bakterie. Pan doktor chciał mi dać L4 aż do poniedziałku włącznie. Ale ja, jako uczciwy obywatel nie chcę naciągać na koszty nasz ukochany ZUS i wziąłem zwolnienie tylko do piątku i powiedziałem, że najwyżej przyjdę w poniedziałek ponownie jak mi nie przejdzie.

Komentarze