Test kamery i jaskinia Gorenicka

W niedzielę zaczął padać śnieg. Rower odpadał. Stwierdziłem więc, że przejdę się pieszo na większy spacer. Podjechałem samochodem do Doliny Racławki i postanowiłem iść na przełaj przez las w stronę jaskini Gorenickiej. Co prawda wziąłem maleńką latareczkę. Chciałem jednak sprawdzić możliwości nowej kamery w plenerze. Stąd na filmie w pewnym momencie biegnę. Sprawdziłem aż za nadto wytrzymałość kamery. W połowie drogi natrafiłem na wąwóz skalny. Ściany miały około pięciu metrów. Postanowiłem zejść na dno wąwozu jednocześnie się filmując. To był dość głupi pomysł zważając na to, że pada gęsty śnieg. Wszędzie jest wiele puchu i pod spodem lód. Na dodatek w jednej ręce kamera. Miałem tylko jedną do dyspozycji. Chwyciłem się drzewa jedną ręką i postanowiłem się na nim okręcić i w ten sposób zeskoczyć na ścianę wąwozu na półkę metr niżej. Jednocześnie się filmując.


Trasa rowerowa 801185 - powered by Wandermap 

Efekt mógł być oczywiście jeden. Odjechały mi nogi, kamerę wyrzuciłem w górę, a sam spadłem, a w zasadzie zsunąłem się po ścianie wąwozu. Zjechałem jakieś trzy metry. Rozbiłem sobie na szczęście tylko nogę poniżej kolana. Zacząłem się rozglądać za kamerą. Wpierw myślałem, że została na górze. Więc wdrapałem się z powrotem. Niestety nigdzie nie ma. Zszedłem teraz już ostrożnie na dno wąwozu i zacząłem szukać w śniegu. Wreszcie znalazłem. Kamera cała, naprawdę obudowę ma pancerną. Na dodatek cały czas filmowała. Niestety na razie mam w niej 2GB pamięci co starcza przy moich ustawieniach na 14 min filmu. Szukałem dobre 5-7 min. Niewiele zostało na jaskinię. Doszedłem do jaskini. To taki w zasadzie kilkunastometrowy tunel, bez większych atrakcji. Jeden boczny korytarz. Oprócz tego, że miałem maleńką latareczkę, która jak widać na filmie daje bardzo punktowe światło. To nie wziąłem nic na przebranie. Jedynie zdjąłem kurtkę. To jest taka rura w skale więc raczej w kurtce bym się nie przecisnął. Jest tam w połowie komin. W związku z tym nawiane jest sporo mokrych liści. Ubabrałem się bardzo. Cały czas trzeba się praktycznie czołgać. Film wyszedł trochę jak Blair witch project. Wybiorę się do tej jaskini ponownie. Już lepiej przygotowany i przede wszystkim z normalną latarką. Wracałem trochę inną drogą. Poszedłem tym razem przez Paczółtowice, a w zasadzie przez pole golfowe i stok narciarski. Fajnie tam jest. Są tam na tym obszarze trasy biegowe, dla nart biegowych. Podobno o łącznej długości 7.5 km. Tak doszedłem znowu do Doliny Racławki, tyle, że od drugiej strony. Przeszedłem przez całą. W zimie równie pięknie wygląda jak w lecie. Ale około 10% drzew leży powalonych po poprzedniej zimie. W niektórych miejscach wygląda to okropnie. Żółty szlak, którym tak fajnie można było zjechać przez las na sam dół doliny nadal jest nieprzejezdny i już tak chyba pozostanie.

Komentarze

marko pisze…
gratuluje, swietny zakup