Ołtarz we krwi

Dziś na mszy przyleciał motyl. Usiadł kobiecie na wielkiej fryzurze. Zaczął sobie wić gniazdo. Nie spodobało mu się, zapewne zbyt dużo sztucznego. Wzbił się. Polatał trochę. Opadł z sił. Upadł na posadzkę. Zima, obudziło go ciepło ze snu zimowego. Pewnie głoduje. U kresu sił, zaczął pełzać po posadzce. Włóczył za sobą skrzydła. Już dawno przestałem słuchać kazania. Dopełzł do kratki w podłodze. To ogrzewanie. Nagle zniknął - wpadł. Po nim - pomyślałem. Lecz po chwili zaczął się gramolić. Jakoś lekko na sercu mi się zrobiło. Przepełzł przez całą kratkę. Zacząłem się w duchu modlić, aby mu się udało znaleźć schronienie przed komunią, kiedy ludzie podejdą do ołtarza i zadeptają go. Wreszcie dopełzł do schodka. Zaczął pionowo, mozolnie wspinać się po dywanie podestu ołtarza. Komunia nieublagalnie zbliżała się, tym razem jak wyrok na motyla. W końcu pokonał schodek. Zatrzymał się aby odpocząć. Złożył skrzydła. Przestał się ruszać. W jego mniemaniu znalazł spokojne miejsce na przezimowanie. Wszyscy patrzyli na jego mozół, ja też. Był na ołtarzu gdzie szanuje się życie. Wszyscy patrzyli i wszyscy wiedzieli. Jak tylko zacznie się komunia - zginie! Wszyscy mówią na ołtarzu o poszanowaniu życia. To cywilizacja śmierci! - grzmią. A jednak nikt nie podszedł i nie wziął w objęcia dłoni tego kruchego życia. Ja też nie! Komunia się zaczęła. Tłum ruszył. Księża z krzyżem u pasa i ciałem Chrystusa w złotych pucharach naparli z drugiej strony. Pierwszy postawił stopę tłusty proboszcz. Gasząc w jednej chwili to kruche życie. Nikt nie zareagował, nikt nie zapłakał, nie zwrócił uwagi. Dokonało się. W skupieniu z błogością na twarzach, z Chrystusem w sercu zaczęli odchodzić od ołtarza na którym została tylko krew.

PS. Skończyłem Krzyżaków

Komentarze

Anna Bucholc pisze…
O Matko! Przeczytaliśmy oboje - czujemy się okropnie - nie dam rady teraz nie zasnę!
marko pisze…
Wrażliwość czy odporność, pozostała przykrości, to coś mogło jeszcze dalej żyć