Zapracowany i zasypany.

Od poniedziałku siedzę w pracy od 6:30 do 19:00. Dziś nawet do 19:30, a w sobotę też byłem. Może jutro sobie wreszcie odpuszczę. W sumie wszystko prawie napisałem. Dziś już poszły testy. Nie jest tak źle. Przed wyjściem wszystkie dziś zgłoszone poprawiłem. Około godziny 17:00 w Krakowie zaczęło padać i mocno wiać. Basia zadzwoniła i powiedziała, że na mieście jest tragicznie. Paru spotkanych kolegów potwierdziło, że cały Kraków stoi. Miałem już problemy na wyjeździe z garażu podziemnego. Ale jakoś z rozpędu wyjechałem. Mniej więcej do Ronda Ofiar Katynia jechało się jak po dolinkach. Na drodze zwały śniegu. Zamieć, że nic nie widać. Pod górkę na wiadukt, zakorkowany zresztą stały trzy ciężarówki. Każda na innym pasie. Ale jakoś slalomem dało się je ominąć. Ruszałem bardzo ostrożnie na dwójce. Za rondem było już ok. Dojechałem do domu prawie na 21:00. Jutro wstaje na wszelki wypadek o 5:00. Przed domem są w tej chwili metrowe zaspy. Boję się, że jutro nie wyjadę bez przekopania się.

Komentarze