Tron

Tron po latach. Odświeżony stary film, nawet aktorzy Ci sami co przedtem, tylko starsi. Choć trzeba przyznać, że Jeffa Bridgesa ładnie odnowili.Film jest w wersji 3D ale tylko sceny w wirtualnym świecie. Te z naszego świata to płaskie obrazy. Sam nie wiem czy udany zabieg. Przejście jest mało efektowne. Nic nowego nie ma w tym filmie. Efekty owszem ładne. Brakuje mi jakiegoś rozwoju. Ciągle w filmie wymieniane jest słowo sieć, ale w zasadzie w odniesieniu do sieci wewnątrz komputera. Niby to kontynuacja poprzedniej części, ale jakby tamten odnowiony. Swoją drogą jeśli ktoś nie oglądał pierwowzoru, będzie trochę zdezorientowany. Przecież przez ten czas tyle się zmieniło w informatyce, a w tym filmie nadal wszystko dzieje się wewnątrz jednego systemu. Nie wykorzystano zupełnie rozwoju internetu, prawdziwej sieci. Wszystkich tych aspektów dzisiejszych komputerów. Wielozadaniowości, wielu rdzeni, portali społecznościowych, komunikatorów. Wszystko to można było wykorzystać w tym filmie jako środki przekazu. Zaprząc do tworzenia fabuły. Kiedyś to był niemalże kultowy film. Teraz przejdzie praktycznie niezauważony. Szkoda bo to doskonały pomysł na film.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Też myślę podobnie, nie lubię odgrzewanych kotletów, może jeszcze w 3D przerobią odyseję kosmiczną, coraz trudniej trafić na naprawdę dobry film... osobiście czekam na kolejną część Avatara :)
ps. jako ciekawostkę dodam że byłam na filmie w 4D, co nieco nie tylko się widziało ale też odczuwało fizycznie, było ciekawie...
recoleta pisze…
A ja naprawdę nie pojmuję, co ludzie widzą w 3D. Kompletnie mnie to nie rusza. Lubię, żeby film miała jakąś fabułę, przekaz... w filmach 3D nacisk kładzie się tylko na wygląd, efekty specjalne. To tak, jakby oceniać ludzi wyłącznie po wyglądzie, nie biorąc pod uwagę tego, co mają w tzw. środku.
Nomad pisze…
3D to tak trochę jak kuglarskie sztuczki. Jak powstało w Krakowie kino IMax to wyświetlano w nim takie filmiki 40 minutowe. Było to trochę jak wyjście do cyrku. Ale kino IMax to nie tylko 3D, to ogromny ekran 25x14 m o zupełnie innych proporcjach niż kinowy. To przede wszystkim niespotykany dźwięk. Do dziś pamiętam "Stacja kosmiczna 3D" i start rakiety Buran. Naprawdę trzeba było się trzymać mocno foteli. Ten dźwięk się odczuwa nie tylko słyszy. Wielkość ekranu, gdzie nie dostrzegamy jego brzegów w połączeniu z obrazem 3D powoduje, że zagłębiamy się w sceny na ekranie. Ma się wrażenie przebywania w filmie. Dlatego warto iść do tego kina na filmy specjalnie dla niego przygotowane takie jak Avatar czy właśnie Tron. 3D wydaje mi się jednak ślepą uliczką ewolucji technologicznej. Oszustwo tego obrazu jest większe niż w 2D, a to niestety działa in minus, bo mózg się buntuje, że nie może skupić wzroku na przedmiotach dalszych, a w zamierzeniu twórców nieostrych. TV 3D to porażka, nawet te przy których nie trzeba używać okularów. Dopóki nie będzie 3D w przestrzeni nie na ekranie i takiego w którym to ja będę decydował na co patrzę, a nie reżyser nie skuszę się na zmianę TV.