Święta czas radości, czas tragedii.

Święta to czas radości, ale też przy okazji czas nieszczęść. Wtedy to ludzie najbardziej odczuwają samotność, często frustracje. Doznają bezsensu istnienia. Tak też było i w te święta. Wczoraj wieczorem wracając od rodziców do Konrada zadzwonił telefon. Wezwanie ze straży. Już rano słyszeliśmy na mszy komunikat, że zaginał ktoś w miejscowości nieopodal. Straż zorganizowała poszukiwania. Nawet wybierałem się z nimi, ale Konrad zadzwonił po godzinie, że odwołują poszukiwania i zostaną wznowione rano. W zasadzie było jasne, że będą szukali zwłok. Zaginiony bowiem zostawił coś na kształt pożegnalnego listu w domu. Po godzinie poszukiwań rano w której brało udział kilka jednostek straży i policja. Odnaleziono zamarzniętego mężczyznę. Siedział pod drzewem z rozbita głową. Być może, że poszedł odebrać sobie życie w lesie, ale wcześniej dla odwagi popił sobie. W lesie potknął się, upadł. Rozbił głowę, a potem zamarzł. A być może, że ktoś trzeci wziął w tym udział. To ustali policja.

A moje dłuższe niepisanie wzięło się z tego, że miałem problemy z oczami. Nie wiem czy to ostatnie tygodnie pracy do późna, czy późne chodzenie spać. Okazało się, że nie jestem w stanie utrzymać powiek. Ciągle samoistnie zamykały mi się oczy. Na początku zaczęło się od bólu oczu, potem stopniowo zacząłem zauważać, że przy komputerze czy jeździe samochodem mam coraz większe problemy z utrzymaniem powiek. Nie chciało mi się spać. Po prostu miałem ciężkie powieki. Rozpalone policzki i ból koło ucha, szczęki. Po śnie wszystko przechodziło. Potem znowu wracało. Nie miałem niestety czasu wybrać się do lekarza. Odpuściłem sobie komputer w domu i zacząłem chodzić wcześnie spać. W tej chwili już od kilku dni nie ma żadnego problemu. Wygląda na to, że po prostu było to zwykłe przemęczenie.

Komentarze