Właśnie wróciliśmy z cmentarza i tak nas naszło, bo zebraliśmy już trochę wypalonych zniczy. Te większe zostawiliśmy, aby wymienić w nich wkłady za parę dni. Zresztą większość tych większych jeszcze się nie wypaliła. Czemu ludzie wyrzucają takie duże znicze po całych tych zaduszkach. To czyste marnotrawstwo. Rozumiem jeszcze ludzi z miasta. Mieszkających w ciasnych mieszkaniach, gdzie nie bardzo jest coś przechować przez rok. Ale na wsi, każdy ma piwnicę czy strych. Nie wiem, może to jakiś fałszywy wstyd. W każdym razie w tym roku postanowiliśmy zebrać te większe i wykorzystać je na przyszły rok. Zwykle zostawiamy na grobach przez cały rok po trzy znicze w których potem wymienia się tylko wkłady, ale reszta idzie do kosza. Tym razem spróbujemy nie zmarnotrawić. Nie produkować niepotrzebnych śmieci.
A w związku z tym też, że w niedzielę byłem we Wieliczce na grobach, to w poniedziałek wstałem rano. poszedłem do kościoła na 6.45 a potem pojechałem na rower. Wróciłem dopiero o 19:00 przejechawszy 120 km po górach. Pojechałem za Myślenice. Wjechałem na górę Chełm, potem skierowałem się na Kudłacze. Tam zjadłem żurek i dalej ruszyłem w stronę Lubomira. Zjechałem jednak z Łysiny na Kamienik i nim zawróciłem w stronę Myślenic. W planach było objechanie zbiornika w Dobczycach. Ale to jednak zbyt daleko i zbyt mało czasu. W niedzielę o 17:00 było już zupełnie ciemno. Na wiosnę mam zamiar pojeździć w tych rejonach. Beskid wyspowy jest śliczny z góry. A tych górek jest co niemiara. Jest też dobra baza noclegowa, schroniska i co kawałek pola namiotowe. Wszędzie blisko. W każdej chwili można w zasadzie zjechać do jakiejś stacji kolejowej i wrócić pociągiem. Nie ma po co pchać się na Ukrainę, jak tu pod nosem jest tyle jeżdżenia. Aczkolwiek na Ukrainę i tak pojadę. Tu, w Beskid wyspowy mogę wyskoczyć po pracy. Na pole namiotowe za Myślenicami dojadę jak się sprężę w dwie godziny, na luzach w trzy. Czyli mogę w piątek po pracy ruszyć. Potem mam całą sobotę na jazdę i nawet niedzielę przy założeniu że wrócę pociągiem. Zresztą powrót z Myślenic to też dwie-trzy godziny. Tymczasem niedzielna trasa poniżej:
A w związku z tym też, że w niedzielę byłem we Wieliczce na grobach, to w poniedziałek wstałem rano. poszedłem do kościoła na 6.45 a potem pojechałem na rower. Wróciłem dopiero o 19:00 przejechawszy 120 km po górach. Pojechałem za Myślenice. Wjechałem na górę Chełm, potem skierowałem się na Kudłacze. Tam zjadłem żurek i dalej ruszyłem w stronę Lubomira. Zjechałem jednak z Łysiny na Kamienik i nim zawróciłem w stronę Myślenic. W planach było objechanie zbiornika w Dobczycach. Ale to jednak zbyt daleko i zbyt mało czasu. W niedzielę o 17:00 było już zupełnie ciemno. Na wiosnę mam zamiar pojeździć w tych rejonach. Beskid wyspowy jest śliczny z góry. A tych górek jest co niemiara. Jest też dobra baza noclegowa, schroniska i co kawałek pola namiotowe. Wszędzie blisko. W każdej chwili można w zasadzie zjechać do jakiejś stacji kolejowej i wrócić pociągiem. Nie ma po co pchać się na Ukrainę, jak tu pod nosem jest tyle jeżdżenia. Aczkolwiek na Ukrainę i tak pojadę. Tu, w Beskid wyspowy mogę wyskoczyć po pracy. Na pole namiotowe za Myślenicami dojadę jak się sprężę w dwie godziny, na luzach w trzy. Czyli mogę w piątek po pracy ruszyć. Potem mam całą sobotę na jazdę i nawet niedzielę przy założeniu że wrócę pociągiem. Zresztą powrót z Myślenic to też dwie-trzy godziny. Tymczasem niedzielna trasa poniżej:
Komentarze