Podziemia rynku

Powoli zaczynamy odzyskiwać swobodę decydowania co robimy. Tak zupełnie spontanicznie. Nie musimy już planować na dwa tygodnie do przodu wyjście z domu lub późniejszego powrotu. W niedzielę tak zupełnie spontanicznie stwierdziliśmy, że jedziemy do Krakowa po prostu pochodzić sobie po rynku i nad Wisłą. Pojechaliśmy i prawie dwie godziny spacerowaliśmy sobie w okolicach rynku i nad Wisłą. Dziś też, przez GG w pracy dogadaliśmy się, że pójdziemy po pracy do podziemi rynku. Co prawda na stronie jest napisane, że poniedziałek wstęp wolny. Otóż, tak było do listopada. Teraz już trzeba płacić 13 zł. Ale naprawdę warto. Strasznie mi się tam podobało. Czekaliśmy tylko 15 min do wejścia. Wchodzi się przez taką kurtynę z dymu na której jest wyświetlany obraz. Ma się wrażenie przejścia przez szybę. To taka kurtyna przeszłości. Wchodzimy i jesteśmy w przeszłości. Podziemny rynek krakowski. Całe muzeum jest bardzo multimedialne. Co kawałek są dotykowe ekrany. Wszędzie projekcje na ścianach. Jest sala w której płonie cały rynek. W każdym kącie coś słychać. Jest pod podłogą mapa europy, a na suficie głośniki. Jak się stanie w odpowiednim miejscu, dobiegają z nich dźwięki skojarzone z miejscem na mapie. Jest wirtualna kałuża po której można stąpać. Wiele eksponatów z przeszłości, wiele ciekawych informacji na wirtualnych ekranach. W niektórych zakątkach są wyświetlane scenki z dawnego życia na rynku. Szczególnie jedna na samym prawie początku jest fajna. Kłótnia między dwojgiem mieszkańców i na końcu jeden zwraca się do widza słowami. "No i co się gapisz" "Zmiataj stąd". Czas i naleganie na pójście sobie jest tak doskonale dobrane, że po trzecim ponagleniu ma się wrażenie, że to jednak nie jest projekcja, tylko interaktywny obraz. Mnie udało się jednak przeczekać, ale przyznam, że w pewnym momencie miałem już wątpliwość. Warto się tam przejść. Byliśmy ponad godzinę w tym muzeum. Dawnośmy się tak nie bawili dobrze.

Komentarze